Autor: Marcin (---.multi.internet.cyfrowypolsat.pl)
Data: 2026-03-24 19:32
Dzień dobry,
Potrzebuję pomocy w znalezieniu w obszarze Pszczyna / Czechowice-Dziedzice / Bielsko-Biała wsparcia dla małżeństwa na skraju rozpadu. Szukam ostatniej deski ratunku — odpowiedzi, czy da się jeszcze coś zrobić, czy już nie ma szans.
Jestem za ratowaniem małżeństwa. Przysięgałem Jej, przed Bogiem i przed sobą. Ona raczej nie widzi tego tak głęboko: „ludzie się rozwodzą i żyją”, „może nie byłam wtedy dojrzała”, „może nigdy nie kochałam cię tak w pełni”. Nigdy nie była głęboko praktykująca — chodziła do kościoła ze mną i rodziną, sama raczej nie czuła potrzeby. Od roku w ogóle się nie spowiada i nie chodzi do kościoła.
Potrzebuję kogoś, kto pracuje w duchu wartości bliskich katolickim, ale nie jako „katolicki terapeuta”, bo żona to odrzuci — uważa, że „kościółkowi nic nie załatwią”. Macie jakieś sprawdzone kontakty, ludzi?
Krótko o sytuacji: Ostatnie wiele miesięcy to codzienny chłód, czasem pogarda, mniejsze i większe kłótnie. Wracam z pracy z dziećmi o 16. Żona wraca około 20 — i zaczyna się: że coś nie zrobione, że nie leżało, że nie stałem w drzwiach, gdy zatrąbiła, bo trzeba wnieść zakupy. A ja staram się ogarnąć dom: wracamy, ogarnięcie kuchni, przygotowanie posiłku, jedzenie, syn (9) chce zagrać — ma limit czasu, zadanie domowe, córka (4,5) — dwie bajeczki, potem czas razem, ale już kolacja, kąpiel, zabawa, czytanie bajek. I gdy żona wraca, zazwyczaj coś jest nie tak.
Proszę dzieci, żeby witały ją życzliwie, bo wraca zestresowana i zmęczona. Sam staram się być życzliwy, choć od dawna czuję napięcie, gdy wraca do domu.
W ostatnim półroczu były 3–4 duże awantury, ze złymi słowami, obrażaniem, obelgami. Zdarza mi się wybuchnąć słowami, których nie myślę — wtedy to jedyna „broń”, jaką mam. Dlaczego? Bo nie radzę sobie z jej chłodnym tonem, nielogicznością, obracaniem sytuacji, unieważnianiem moich uczuć. Czasem potrzebuję zwykłego: „ok, spokojnie, masz emocje, nie martw się”, albo „zaszliśmy za daleko, usiądźmy”.
Inicjowałem przywitanie z przytuleniem — coraz rzadziej się dawało. Słyszałem: „jestem zmęczona, chcę zjeść”, więc schodziłem na bok. Często zasypiałem z synem — czytaliśmy, słuchaliśmy psalmów, które polubił. Po kłótni czasem szedłem tam spać. Ale czasem wracałem i słyszałem: „idź stąd”, „śpię sama”, „daj mi spokój”. Odpuszczałem.
Niedawno zostałem — powiedziałem, że to też moja sypialnia, chcę się wyspać. Kilka dni później znów sytuacja: zamknęła drzwi na klucz, była z córką. Powiedziałem: „nie zamykaj, mam dla niej zabawkę i chcę ją ucałować”. Otworzyła. Wszedłem i zaczęła się rozmowa. Powiedziałem spokojnie, że to nie jest w porządku, że zamyka, że chciałbym tu spać, że z synem też nie mogę na stałe, bo to nie jest dobre ani dla niego, ani dla nas — ciągłe oddalanie.
Usłyszałem: „to idź na kanapę”. Dla mnie to całkowite odrzucenie — bo czasem w nocy przychodzi córka, syn, a mnie wtedy nie ma przy nich. Powiedziałem, że czuję, jak źle mnie traktuje. Ona, zimnym, surowym tonem, patrząc mi w oczy: „wyjdź”. I wtedy, po kilku sekundach, wyrwało mi się: „przestań, bo cię kiedyś za…”, tylko brzydszym słowem. Nie z zamiarem zrobienia czegokolwiek — tylko jako cios słowny, głupi, niewłaściwy.
Policja, notatka. Policjantka krótkie moralizowanie, a do żony: „jak się nie dogadujecie, to może czas się rozejść”. Żona: „tak, to najlepiej, już załatwiam sprawę”.
Wiele razy mówiła, że rozwód to po prostu rozwód. Ale też że musi się rozwijać, że ze sobą do końca życia musi żyć, więc musi zadbać o siebie. Leczyła się psychiatrycznie w młodości i już w związku — miała leki, terapeutów. 1–2 lata temu zakończyła terapię i leki.
Na terapii wspólnej powiedziałem, że chcę się odnaleźć, że czuję się jak funkcja, że mnie samego już nie ma. Usłyszałem: „jak ci tak źle, to odejdź”.
Mówię, że muszę odbudować siebie, postawić granice, bo jest źle, bo nie ma symetrii — ja jestem zawsze i do wszystkiego, ona bierze ile chce. Finanse skupione na niej, czas na niej (jestem uwiązany: soboty fitness, niedziele koleżanki, czasem weekend u koleżanki). Ona nie czuje potrzeby ogarniania środka, sprzątnięcia domu. Więc ja to robię, ale wtedy słyszę: „a mógłbyś obiad zrobić, zawsze ja robię”. Mówię: niech każdy robi to, co najlepiej — ja sprzątam dom, pracuję, ogarniam auta, opiekę nad dziećmi codziennie… Nawet dla siebie nie mam już wiele czasu. Zostaje hobby nocą, jak dzieci zasną — ale i to już tylko sporadycznie.
|
|