logo
Czwartek, 04 czerwca 2020 r.
imieniny:
Christy, Helgi, Karola, Franciszka – wyœlij kartkę


 Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: mania (23 l.) (---.centertel.pl)
Data:   2020-05-13 10:31

Szczęść Boże, wiem że Boga można prosić o wszystko, ale czy wypada mi prosić o pewną zmianę w wyglądzie? To nie jest widzimisię, ta zmiana ułatwiłaby mi życie, wyleczyła z kompleksów i dobrze wpłynęła na zdrowie poniekąd. Nie mogę niestety wpłynąć na to np. ćwiczeniami. Ale czasem myślę jakie ludzie mają problemy i już nie wiem czy zamiast modlić się o coś takiego dla mnie może lepiej bym się pomodliła za kogoś innego w tym czasie... Może ktoś z was też miał takie przemyślenia?

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Marta (---.16-1.cable.virginm.ne)
Data:   2020-05-13 14:16

Wydaje Ci się, że TA zmiana by Cię wyleczyła z kompleksów. Tak myśleli ci wszyscy, którzy sobie robili sztuczny biust czy poprawiali nosy - na początek jedna operacja, a potem często gęsto okazuje się, że pojawia się następny wielki kompleks i trzeba kolejnej operacji plastycznej. Możesz się modlić o zmianę wyglądu, ale może sensowniej byłoby o akceptację wyglądu.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Aneta (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2020-05-13 14:33

Każdego jego ząb boli najbardziej. Twój problem jest dla Ciebie bardziej bolesny niż problemy innych ludzi, to naturalne. Zastanów się jednak, czy warto modlić się o zmianę swego wyglądu, czy lepiej o jego akceptację? Na pewno kompleksy znacznie utrudniają życie, ale droga do pozbycia się ich nie zawsze prowadzi przez zmianę wyglądu.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-05-13 20:17

Zmiana wyglądu nie wyleczy z kompleksów. Znajdziesz sobie inną cechę, która Ci nie odpowiada. Za siebie jak najbardziej można i trzeba się modlić. Np. pomódl się o zmianę Twojej duszy, umysłu, serca - by były piękne, a bez brzydoty grzechów, wad, błędów.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Paweł (24 l.) (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-05-13 23:38

Od razu przypomniała mi się historia, kiedy pewien człowiek mówił i narzekał że łysieje w wieku ponad około 30 lat i spytał fryzjera, czy jest na to jakiś sposób. A on na to, że jest jeden 100%, pogodzić się z tym. Więc tak jak wyżej już wszyscy odpowiedzieli, najlepiej modlić się o akceptację siebie, bo bez tego ciężko jest kochać innych. Pamiętaj Bóg kocha wszystkich tak samo i wszyscy są w Jego oczach piękni, a my mamy się Tą Jego Miłością dzielić z innymi.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: sstaszek (89.231.140.---)
Data:   2020-05-14 11:34

Bóg kocha wszystkich z "kawalerką" to różnie bywa. Jest jednak takie powiedzenie: "Każda potwora znajdzie swego adoratora".
Życzę sukcesów w miłości.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: orelka (---.merinet.pl)
Data:   2020-05-14 13:16

Modlić się można generalnie o wszystko. Pan Bóg - na szczęście - nie wszystkie prośby spełnia, ale może nam dać to, czego tak naprawdę pragniemy, a nie zdajemy sobie sprawy.
Ja się kiedyś modliłam o małżeństwo z pewnym człowiekiem i Pan Bóg moją prośbę spełnił - ale z innym człowiekiem. I bardzo dobrze.
Więc tak, jak najbardziej możesz się modlić o zmianę w wyglądzie, może coś się zmieni, może będziesz miała okazję, by coś zmienić, a może w pewnym momencie dojdziesz do wniosku, że jest dobrze tak, jak jest. Ważne, żeby się modlić z ufnością, że Pan Bóg wie, czego nam tak naprawdę potrzeba i czego tak naprawdę pragniemy i nie trzymać kurczowo naszych pomysłów na rozwiązanie problemu.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Dareg (---.centertel.pl)
Data:   2020-05-14 18:49

sstaszek, nie wiem czemu ale jakoś źle poczułem się po przeczytaniu Twojej odpowiedzi, zwłaszcza że nie dotyczyła ona pytania autorki.
Myślę że można się modlić o zmianę w wyglądzie, ale nie skupiać się tylko na tym. Pozdrawiam

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: trzy grosze (---.play-internet.pl)
Data:   2020-05-14 20:05

Moim zdaniem można. Ja się w każdym razie modliłam i Bóg mnie wysłuchał - nie wiem sama kiedy moja "wada" zniknęła z moich... oczu :) Już nie widzę mojej wady, nawet nie wiem o co mi chodziło :) wiec zachęcam do modlitwy, Pan Bóg wyslucha po swojemu.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: rrr (---.184.111.213.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2020-05-15 10:27

Bardzo niemiły komentarz "sstaszek". Proszę moderatora o wieksza uwagę i niedopuszczanie takich komentarzy

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: ta gorsza (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-05-16 14:20

A jak kobiecie rosną wąsy (nie pomogły zaordynowane przez różnych specjalistów leki ani zabiegi kosmetyczne)? I to w taki sposób, że długo rosną pod skórą i są doskonale widoczne, ale nie można ich usunąć. To też ma to zaakceptować? Trochę trudno. Zwłaszcza, gdy niejednokrotnie było się nazwanym "wąsaczem".
Moja modlitwa o "zmianę wyglądu" nie została wysłuchana przez ok. 40 lat.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Hania.S. (---.wejherowo.vectranet.pl)
Data:   2020-05-16 19:28

Moja mama też wspominała przysłowie przywołane przez Sstaszka.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-05-16 22:27

@ta gorsza
Trochę trudno zaakceptować, rozumiem.
Ale bez akceptacji niektórych rzeczy, których nie udaje się zmienić mimo prób, spokoju nie odnajdziemy.
Obudziłaś we mnie wspomnienie pewnych rekolekcji sprzed nastu lat.
Zgoda na siebie. Zgoda na Boga. Zgoda na życie. Zgoda na śmierć.
Zostawiam Ci te hasła.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Mira (---.securex.cc)
Data:   2020-05-17 02:54

Myślę, że jeśli coś nam naprawdę poważnie przeszkadza i nie jest to mały defekt, tylko coś, co wpływa na nasze życie, to po to jest medycyna estetyczna, by temu zaradzić. I modlitwa choćby o pomyślność takiej operacji na pewno jest wskazana. Tak jak w opisanym tutaj przez Panią przypadku z wąsami. Ale to indywidualne przypadki i nie chcę każdego wrzucać do jednego worka.
Komentarz Sstaszka równie uważam za zbędny, a postrzeganie piękna to rzecz subiektywna.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: ta gorsza (---.centertel.pl)
Data:   2020-05-17 13:17

@Hanna - zgoda na siebie - pokornie niosę swój krzyż, choć radzicie mi porzucić męża - kata (znęcającego się psychicznie). Zgoda na Boga - ciężko jest zaakceptować brak Bożej miłości (chyba że Bóg potrafi okazywać ją tylko dowalają kolejne cierpienia). Zgoda na życie - niosę ten krzyż. Tylko czasem, jak jest mi szczególnie ciężko, pożalę np tu na Forum. I czytam, że to tylko moja wina, bo się na takie życie zgodziłam i wcale nie jest mi lżej. Zgoda na śmierć - czekam na śmierć, jak na wybawienie. Tylko czasem proszę Boga, żeby, jeśli to możliwe, nie bardzo bolało.
@Mira - leczyłam się u specjalistów: doktorów, profesora, chodziłam na bolesne zabiegi niszczenia włosków i niewiele pomogło. Bój stworzył mnie kobietą, a dał mi tak wysoki poziom testosteronu, jak u zdrowego mężczyzny. Zawsze w laboratorium musiałam po dwa razy robić badanie, bo panie sądziły, że ktoś pomylił probówki. Wysoki poziom testosteronu u kobiety to: np bardzo rzadkie owłosienie na głowie, wąsy, owłosienie na brzuchu, piersiach i mocno owłosione nogi. Nie wspomnę już o innych dolegliwościach. Bóg się nie myli, więc dlaczego to zrobił?

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: po prostu (---.centertel.pl)
Data:   2020-05-17 15:38

"Bóg się nie myli, więc dlaczego to zrobił?"

Choroby nie są dziełem Boga, a konsekwencją grzechu pierworodnego. Bóg nie ma z tymi wąsami nic wspólnego. On Cię taką NIE stworzył. To efekt choroby (konsekwencji grzechu pierworodnego), a nie działania Bożego.

Postawa Twojego męża i jego grzechy też nie są jakimś krzyżem nałożonym Ci przez Boga. Od kiedy czyjeś grzechy są dziełem Boga? Ani ten pierworodny, ani grzechy osobiste Twojego męża nie są dziełem Boga, ale człowieka. Bóg nie jest autorem grzechów. Nie mamy obowiązku noszenia konsekwencji czyichś grzechów. To nie jest krzyż, o którym mowa w Biblii.

O wzięciu krzyża (nałożonego przez ludzi, nie przez Boga) Jezus mówił w kontekście przyznania się do Niego przed ludźmi; natomiast nie-wzięcie krzyża oznacza w tym kontekście zapieranie się Go przed ludźmi z obawy przed konsekwencjami, odrzuceniem. Krzyżem jest też konieczność zaparcia się siebie i przebaczenia krzywd=zaniechanie zemsty. Przebaczać 77 razy, czyli nigdy nie szukać zemsty. Co absolutnie nie oznacza: zbierać ciosy i się nie bronić. To ostatnie to w ogóle nie jest przebaczenie. To raczej grzech przeciwko samej sobie. Tak - brak ochrony siebie może być grzechem przeciw własnemu zdrowiu. Ale jeśli do tej pory nie wiedziałaś, że to grzech, to nie masz grzechu (grzech musi być świadomy). Teraz jednak już wiesz. Owszem, można ofiarowywać jakiekolwiek swoje cierpienia w łączności z krzyżem Chrystusa - także chorobę i krzywdę. Ale uprzednio należy zrobić to, co możliwe, aby się od nich uwolnić. Gdyby na przykład choroba była krzyżem, Jezus uzdrawiajac chorych, przeczyłby swojej nauce o wzięciu krzyża. Nie znajdziesz w Ewangelii słow Jezusa, gdzie nakazuje on przyjąć swoją chorobę.

Bóg wyciąga do Ciebie rękę przez ludzi. I będzie ją wyciągał przez kolejnych ludzi - terapeutów, czy mądrych kapłanów. Musisz tylko poszukać tej ręki. Poszukać miejsc, gdzie uzyskasz pomoc. Bo Bóg jest dobry. Chce pomóc. Czy przyjmiesz tę pomoc? Czy pozwolisz sobie na przyznanie że Bóg nie jest taki, jak do tej pory o nim myślałaś? Nie jest też taki, jak Twoi rodzice. On jest cichy i pokorny. Może tylko wyciągać rękę. On Cię nie zmusi do przyjęcia pomocy, tak jak nie zmusi Twojego męża do nawrócenia. Bóg czeka na naszą dobrą wolę.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-05-17 17:13

@Ta gorsza. Źle rozumiesz niestety te "zgody na", o których pisałam. W Twoim rozumieniu zgoda jest przyzwalaniem na niszczące zło.

Znoszenie w specyficznie rozumianej pokorze działań znęcającego się nad Tobą (i swego czasu nad obserwującym to dzieckiem) męża nie jest wcale mądrym niesieniem krzyża. Poza tym zauważ, że jest to sytuacja, którą można zmienić (drogą separacji), nie sprzeciwiając się nauczaniu Kościoła, co powinno Cię uspokoić.

Przypisywanie Bogu braku miłości też nie jest zgodą na Boga. Jest zgodą na piekielnie wykrzywiony obraz, który nie ma z Bogiem nic wspólnego.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-05-17 18:27

ta gorsza - Bóg chce przede wszystkim naszego szczęścia. Bierzesz pod uwagę, że Jego wolą dla Twego życia może być uwolnienie się od męża?
Jak On ma Tobie pokazać swoją miłość, jeśli z własnej woli tkwisz w czymś, w czym miłości nie ma?
Bóg mi swoją miłość, bliskość pokazał jakieś 20 lat po nawróceniu, 18 lat po tym, jak się wyprowadziłam z alkoholowo - przemocowego domu, po 10 latach leczenia depresji przy pomocy leków i terapii. Pokazał mi po tym, kiedy powiedziałam Mu: ok, Boże, ja wiem, że mnie kochasz, bo tak powiedziałeś. Ale nie mam pojęcia czym się inni tak zachwycają i jeśli tak ma być, to ja to przyjmuję i będę Tobie wierna, bo tyle mogę.
Tylko wiesz co? Ja mu dałam szansę. Uczyłam się i nadal uczę kochać siebie nie mniej niż innych. Ty siebie nie kochasz, a na pewno nie tak jak innych. To małżeństwo, mąż, rodzice stali się dla Ciebie ważniejsi niż Ty sama i niż Bóg i Jego słowa. Tkwisz z własnej woli w czymś, co sprowadza na Ciebie śmierć i ciemność, zatem nie dziw się, że nie ma jak przyjść Ten, który jest Życiem i Światłem.
To Ten, który powiedział: "Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście (...) Wybieraj" (Pwt 30, 15.19)

P. S. Warto było czekać na to doświadczenie miłości Boga.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: ta gorsza (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-05-17 20:53

@po prostu - nabiegałam się już w swoim życiu po różnych lekarzach, specjalistach, szamanach, bioterapeutach (nie wiedząc, że do tych ostatnich chodzić nie należy), ale tonący brzytwy się chwyta. Mam wiele chorób i z żadnej mnie nikt nie potrafił wyleczyć. Zawsze idę z nadzieją, łykam tabletki, biorę zastrzyki, chodzę na terapię i nic nie pomaga. Nie wspomnę już o nabożeństwach o uzdrowienie. Czy ze znalezieniem terapeuty będzie jak ze znalezieniem kierownika duchowego? Nikt nie ma czasu! (A pytałam niejednego księdza, naprawdę.)

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: po prostu (---.centertel.pl)
Data:   2020-05-17 22:10

Przeczytaj koniecznie, co teraz napisała Estera i Hanna. Pod tym, co teraz piszą, podpisuję sie obiema rękami.

Terapeutę mozesz znaleźć na NFZ.
A jeśli masz jakieś oszczędności, Hanna też gdzieś w ktorymś wątku podawała płatnych, ale sprawdzonych terapeutów online - co teraz jest bezpieczniejsze ze wzgledu na wirusa. Hanno, mogłabyś podać też tutaj?

P.s. Nie dziwię sie, że szamani i bioterapeuci Ci nie pomogli. Z nimi tym bardziej Bóg nie ma nic wspolnego. To działka przeciwnika. Dobrze, że tam już nie chodzisz.

Co do lekarzy dermatologow i endokrynologow, to - przy poważniejszych i bardziej złozonych problemach zdrowotnych - trzeba sie naprawde nachodzić, by trafić na takiego, który dobrze rozpozna problem i dobierze właściwe leczenie. Wielu moich znajomych musiało sobie dobrego lekarza po prostu wychodzić. Także nie ustawaj. A ksieza, owszem, nie maja czasu... i tak samo - trzeba sie nastawić, ze 10-ciu Ci odmowi, a 11-ty sie zgodzi. Ten 11-ty z kolei moze okazać sie, że Cie nie rozumie i trzeba będzie pytać dalej. To zupelnie normalne. Kierownika duchowego większość ludzi długo szuka. Bo kierownik duchowy dla jednego świetny, dla drugiego bedzie zupelnie nietrafiony. Akurat przy kierownikach duchowych, tak jak przy lekarzach, trzeba sie nastawic na dlugie cierpliwe szukanie. Święta Faustyna coś o tym wie. Najlepiej najpierw sprawdzić przy kilku spowiedziach, czy kaplan rozumie Twoją duszę, a dopiero potem zaproponować kierownictwo. Prostszym rozwiazaniem od kierownictwa jest stały spowiednik. Patrzysz, jaka jest rozpiska dyzurow i - jak po paru spowiedziach poczujesz, że dany kapłan mogłby Cie zrozumiec - chodzisz po prostu do spowiedzi, jak akurat ten kapłan ma dyżur w konfesjonale. Moderatorzy zdaje sie maja wykaz, gdzie kapłani spowiadaja w ramach dyżurów stałych...

--------

Tabelaryczne zestawienie miejsc w Polsce, w których jest możliwość skorzystania z Sakramentu Pokuty poza czasem nabożeństw: (klik).
moderator forum oraz pomysłodawca i właściciel 'tabelarycznego zestawienia...'

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-05-18 00:13

Twoje choroby mogą mieć podłoże psychiczne. Wtedy rzeczywiście leki nie pomogą.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-05-18 12:06

Bóg się nie myli - ale stworzenie jest stworzeniem, a nie Bogiem, więc nie jest idealne. Idealnie będzie w niebie. Teraz nie. Czy jakby Ewa w raju się tak nieszczęśliwie potknęła, że złamałaby nogę, to by jej nie bolało? A może nie mogła złamać nogi? Czy Maryję - bez grzechu pierworodnego - nie mogło nigdy boleć gardło?

Autorko, poprawę stanu można zacząć od zmiany nicka.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: ta gorsza (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-05-18 12:13

"Uczeń Jezusa ma świadomie podjąć zaproszenie do ubóstwa, znoszenia zniewag i pokory. Oczywiście, nie zawsze mamy wpływ na wybór życia wymagającego większej pokory, niższej pozycji społecznej czy skromniejszych warunków życia. Ale od nas zależy pragnienie serca, by we wszystkim być bliżej Jezusa, naśladować Jego styl." źródło: https://gorka.jezuici.pl/2010/03/patrz-na-jezusa/

"Moi drodzy, jakkolwiek byście postąpili, nie ma innego wyjścia. Jeśli ktoś chce się stać dobry i dojść do Boga, musi dźwigać krzyż. Zatem musi stale cierpieć, a więc – nieść jakiś krzyż. Jeśli się uchyli od jednego, napotka inny." Źródło: https://info.dominikanie.pl/2016/09/jesli-chcesz-dojsc-do-boga-musisz-dzwigac-krzyz-nie-ma-innego-wyjscia/

Nasz św. Jan Paweł Wielki apelował nie raz o modlitwę o nierozerwalność małżeństwa. Ciągle się o to modlimy w Kościele. Nie o to, żeby mąż nie dręczył żony, nie, żeby żona np. przestała pić, ale o nierozerwalność.

Dziękuję za tabelaryczne zestawienie. Mojego miasta w nim nie ma. Do najbliższego takiego konfesjonału mam ponad 70 km górską drogą pełną zakrętów. A pociąg tam od nas nie jeździ. W naszej parafii nie ma dyżurów w konfesjonale. Przeważnie spowiada ksiądz, który ma prawie 100 lat. Owszem, sympatyczny i mądry, ale nie widzę go w roli mojego spowiednika, mimo całego szacunku dla niego.

Jak już kilkakrotnie wspominałam, jeździłam do różnych specjalistów. Jeśli nie pomógł profesor z kliniki ani krajowy konsultant ds. chorób wewnętrznych, to już nie wiem, gdzie się udać. A "zwykli" lekarze faszerowali mnie środkami antykoncepcyjnymi.

Chętnie skorzystam z "teleporady" terapeuty.

Wyprowadzam się z domu rodziców. Będę robić im zakupy i zostawiać pod drzwiami. Mąż niech nadal mieszka z nimi. Jakoś sobie wspólnie poradzą! Teraz będę pół pensji płacić na wynajęte mieszkanie, drugie pół na alimenty dla męża (bo na 100% o nie wystąpi). Na terapeutę, moje leki i jedzenie nazbieram puszek i sprzedam.

Dziękuję wszystkim.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-05-18 16:24

Separacja nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. To małżeństwo trwa, trwa sakramentalnie, ale zachowuje się odległość krzywdzącego od krzywdzonych. Kata od ofiar(y).

To bardzo, bardzo źle, że nie modlimy się o to, żeby mężowie nie dręczyli żon i odwrotnie. Uświadomiłaś mi pewną lukę. Zaniedbanie.
Niemniej o pokój i miłość, wierność w rodzinach - owszem, takie i podobne modlitwy się słyszy i w publicznej modlitwie Kościoła.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-05-18 16:36

Weszłaś w rozważania z II Tygodnia Ćwiczeń Duchowych (pierwszy cytat). Czy kierownik duchowy naprawdę dał Ci zielone światło na ten kolejny etap? Pomimo zafałszowanego obrazu Boga, jaki w sobie nosisz? Jeśli tak, to moim zdaniem był to poważny błąd.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: po prostu (---.centertel.pl)
Data:   2020-05-18 21:59

Powiedz, z jakiego powodu przyjmujesz z taką pewnością, wręcz z zaślepieniem, myśli średniowiecznego dominikanina (i to pomimo tego, iż pogłębiają one Twoją rozpacz), a zupełnie negujesz współczesne nauczanie Kościoła, który nieustannie na bieżąco odczytuje znaki czasu i ciągle na nowo przysłuchuje się Duchowi Świętemu? Zdajesz się nie zważać na autorytet współczesnych kapłanów, którzy jednoznacznie mówią o miłości Bożej, o czułosci Jego serca (np. papież Franciszek), o konieczności ochrony siebie w niektórych warunkach. Ten ich autorytet jakby nie miał w ogóle Twojego uznania. Nie chodzi tylko o tych kapłanów, co przemawiają na stadionie - chociaż również i tych. Spróbuj chociaż uszanować ich autorytet i przyjąc, że przemawiają w Imię Boże, więc należy dać ich słowom wiarę. Jak sama pisałaś, na stadionie jesteś jakby za szybą, za murem, oddzielona od Miłości Bożej. Jakby w bańce. Zauważ, że jeśli jesteśmy zamknięci w bańce; to ktoś, kto nas kocha i chce nas przytulić, może przytulić jedynie bańkę - a my nie poczujemy przytulenia, bo bańka oddziela nas od objęcia. Czy jesteś w stanie uwierzyć kapłańskiemu autorytetowi, że Bóg cię przygarnia, chociaż tego nie czujesz? Masz żal, że nie mozesz poczuć Bożego przytulenia, a nie podejmujesz prób rozmontowania w terapii Twojej bańki. Ty mówisz Jemu: "Przytul mnie", ale inna część Twojej osoby, podświadomie każe Ci trzymac dystans (bańka). I nie jest to żadna Twoja wina, bo Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, że coś takiego się w Tobie dzieje. Jedyne, co dochodzi do Twojej świadomości to końcowy efekt tego procesu - czyli bańka. Ale w takiej sytuacji co biedny Jezus ma zrobić? On Cię nie zgwałci, bo jest pełen miłości. Bóg nie rozwali Twojej bańki wbrew Twojej (nawet nieswiadomej) woli. Ale weź choć to pod uwagę, że jak kapłan mówi, że Jezus człowieka przytula, gdy on cierpi, to - jako autorytet pod natchnieniem Ducha Świętego - prawdę mówi. Nie możesz tego teraz poczuć, ale uwierz, że właśnie przytula Twoją bańkę.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: ta gorsza (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-05-19 10:05

Podane przeze mnie cytaty wybrałam losowo.

@J - skąd wiesz, który Tydzień będę teraz miała??
A jeśli chodzi o kierownika duchowego (na rekolekcjach ignacjańskich czy lectio dvina), to zawsze szłam z nastawieniem, że dostanę kierownika - jakiegoś doświadczonego ojca (żeby nie było samospełniającej się przepowiedni), a dostawałam osobę świecką lub siostrę. A spotkania wyglądały np tak, że osoba przede mną się "zasiedziała" (pukałam, że już jestem!) i dla mnie pozostawało bardzo niewiele czasu. A któregoś dnia weszłam, przywitałam się, usiadłam i... rozległo się pukanie do drzwi. Więc wstałam, podziękowałam i poszłam. Jak ja przez kogoś jestem poszkodowana, to niekoniecznie ktoś musi mieć to samo z mojego powodu. No ale to wszystko była z pewnością moja wina. Albo grzechu pierworodnego. Uprzedzę pytanie: modliłam się o dobrego kierownika, ale wyszło jak zwykle.

To teraz powołam się nie na "średniowiecznych mnichów", ale na Alicję Lenczewską, na którą powołują się liczni duchowni (papież chyba jeszcze nie, nie słyszałam). Oba cytaty są ze Słowa Pouczenia":
"Czw. 14.IX.89. godz. 6,20 Podwyższenie Krzyża Świętego
Wszystko w życiu jest łaską: Jedni mają łaskę zdrowia, drudzy cierpienia. Jedni wygody życia, drudzy trądu. Jedni urody fizycznej, drudzy kalectwa. Jedni inteligencji, drudzy niedorozwoju. Wszystko w życiu jest łaską, daną po to, by prowadziły do Mnie."
"Czw. 8.II.90 godz. 5
Chcąc iść za Mną i naśladować Mnie nie trzeba wymyślać sobie umartwień. Trzeba przyjmować i spalać w Miłości to zło, które jest, które dotyka cię każdego dnia i ten trud, jakim jest wypełnione ludzkie życie.
Każda stacja Mojej Drogi Krzyżowej jest odniesieniem do twojego życia, a ich kolejność do drogi rozwoju Miłości i samozaparcia w tobie. Kontempluj i wiedz, że na końcu jest Zmartwychwstanie – twoje i tych, których obejmujesz miłością braterską. Twoje zmartwychwstanie będzie na miarę twej ofiarnej miłości dla braci.
Droga krzyżowa człowieczego życia to czyściec na ziemi. Kto go przyjmie wzięty będzie do Nieba jak Maryja. Ona jest wzorem dla każdego człowieka: Jej „fiat” na wszelką wolę Boga, Jej macierzyńska miłość wobec Moich dzieci i Jej oblubieńcze zjednoczenie ze Mną."

"Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie." (Mt 6,8). Byłam na tej modlitwie "stadionowej", prosiłam: Przyjdź, Duchu Święty, Veni, Sancte Spiritus. Wyciągałam ręce w błagalnym geście chyba do samego nieba. Ale "Duch tchnie, kędy chce" (J 3,8) - tłumaczenie Jakuba Wujka, więc ominął mnie szerokim łukiem i zostawił w poczuciu osamotnienia, bólu, zawodu, krzywdy i wyobcowania. Czyli Ojciec mój lepiej wiedział, że Duch Święty jest mi niepotrzebny? No ale to pewnie też moja wina. Albo grzechu pierworodnego. Zaznaczam, że to poczucie "wyizolowania" powstało w momencie, gdy po wszystkich było widać działanie Ducha Świętego. A u mnie nic. Ani pokoju, ani radości, ani łez Ducha Świętego. Nic. Poczułam się jakby to wszystko działo się w jakimś niedostępnym dla mnie miejscu, a ja patrzę na to przez okno. "Wszystko w życiu jest łaską" powiedział Jezus do Alicji Lenczewskiej (op. cit.), a ja tej łaski nie dostałam, przykro mi bardzo.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: po prostu (---.centertel.pl)
Data:   2020-05-19 13:25

"Zaznaczam, że to poczucie "wyizolowania" powstało w momencie, gdy po wszystkich było widać działanie Ducha Świętego. A u mnie nic. Ani pokoju, ani radości, ani łez Ducha Świętego. Nic. Poczułam się jakby to wszystko działo się w jakimś niedostępnym dla mnie miejscu, a ja patrzę na to przez okno."

Widok obdarowania innych Cię w jakis sposób zamknął.

Co mogło być przyczyną? Czy w tym momencie przez mgłę przebrzmiewały słowa rodziców: "inne dzieci są grzeczniejsze, więcej jedzą, szybciej rosną... lepiej się uczą."?

I przeniosły się te myśli na Boga: "inne dzieci były lepsze, lepiej się modliły, bardziej Go kochały, częściej uczestniczyły w nabożeństwach i Mszach świętych" ?

Ja, gdybym tak to poczuła, na pewno wytworzyłabym bańkę. Nie chciałabym mieć z takim Bogiem nic wspólnego. I to nawet, jeśli byłoby we mnie ogromne, rozpaczliwe pragnienie przytulenia.

Więcej na psychoterapii.

P.s. Jeszcze gwoli ścisłości - Jan Tauler, autor przesłanego przez Ciebie tekstu rzeczywiście żył w średniowieczu. Moje sformułowanie "średniowieczny dominikanin" nie miało nic z ironii, a odnosiło się jedynie do okresu historycznego, w którym ten człowiek żył i pisał.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-05-19 14:22

Podsumujmy:
wiesz lepiej niż zapewne wszyscy inni, że jesteś pomijana przez Pana Boga.
Wiesz lepiej, jak powinien zadziałać Pan Bóg i wiesz, że nie zrobił tego tak, jak oczekujesz.
Wiesz lepiej niż ktokolwiek, że słowa o tym, że istnieją w ludzkiej naturze ślady grzechu pierworodnego, są wymówką - i powołujesz się na ten motyw z pewną goryczą (a może i ironią). Jasne, nikt Ci nie zabroni.
Wiesz lepiej, że podstawową drogą do zbawienia jest dawać się zgniatać - i uzasadniasz to pobożnymi cytatami.

Ja zaś nie wiem, jak można pomóc człowiekowi, który od początku do końca wie lepiej.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-05-19 18:18

"@J - skąd wiesz, który Tydzień będę teraz miała??"

Nie wiem który :) Uznałam, że pierwszy masz za sobą, ponieważ w założonym przez siebie wątku napisałaś, że wyjeżdżasz czasem na krótki urlop, np. na rekolekcje ignacjańskie. A sama poleciłam Ci wcześniej, nie wiedząc jeszcze o tym, rozważanie właśnie z tych rekolekcji, z I Tygodnia. Przeczytawszy, że te rekolekcje nie są Ci obce, pomyślałam: no trafiłam jak kulą w płot :)

Nie jestem w tych sprawach żadnym ekspertem, ale myślę, że bez solidnego oparcia na fundamencie, jakim jest wewnętrzne przekonanie o bezwarunkowej Bożej Miłości do siebie samego, nie powinno się iść dalej. Bo odpowiedź człowieka nie będzie odpowiedzią na Bożą Miłość, podejmowaną w pełnej wolności, ale braniem na siebie ciężarów, które trudno potem dźwigać.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-05-22 22:07

""Cierpienie to łaska". To bardzo niebezpieczne stwierdzenie "
Artykuł o tym tytule o. Dariusza Piórkowskiego SJ tutaj: https://deon.pl/wiara/duchowosc/dariusz-piorkowski-sj-kazde-cierpienie-samo-w-sobie-jest-zlem,878968

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: A (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-05-23 17:32

Z tą "bańką" to chyba nie do końca jest tak. Jezus nie przytula czyjejś bańki, tylko przytula tego kogoś - będąc z nim tam, w tej bańce. Jeśli On zawsze jest tuż obok - a tak jest - to jest również w takiej czyjejś bańce. Razem z tym kimś. Nie rozrywa na siłę tej bańki, pozwala temu komuś w niej być, ale też nie zostawia go w niej samego. Jest tuż obok i pomaga mu tą bańkę otworzyć - tak od środka - i wyjść z niej. Nie powiedziałabym w ten sposób, że On przytula jej bańkę albo ją w tej bańce, przez bańkę. Nie. Takie stwierdzenie chyba jeszcze bardziej może utwierdzić kogoś w tym, że jest gorszy. Proszę, nie myśl w ten sposób. Nie wierz w to. On nie przytula twojej bańki ani nie robi tego z zewnątrz przytulając cię poprzez bańkę. Nie jesteś oddzielona od Jego miłości. Nawet jeśli tak ci się wydaje. Jezus jest z tobą w tej "bańce" i przytula cię tam, w niej. Będąc tam razem z tobą. Przytula cię. Naprawdę cię przytula. Może nawet jeszcze mocniej, z jeszcze większą czułością i delikatnością niż innych. Nie czujesz tego, bo może inaczej to sobie wyobrażasz. To przytulenie. Może nie tyle nie czujesz, co nie uświadamiasz sobie tego. Właśnie dlatego, bo spodziewasz się czegoś innego. Zdarzyło ci się kiedyś płakać na modlitwie? Albo jak o czymś pomyślałaś - np. to, że czujesz się gorsza, że jest ci przykro, że księża nie mają dla ciebie czasu, że masz poczucie, że Boża łaska cię omija. Było może tak, że myśląc o tym, pozwalając płynąć tym myślom w sobie, do oczu zaczęły napływać ci łzy? Albo może leżąc już w łóżku zdarzyło ci się czasem płakać do poduszki? Łzy, których nikt nie widział i nie słyszał jak płaczesz. Pomyślałaś, że te łzy to może właśnie był taki znak Jego obecności? Jego delikatnego, czułego dotyku. Że może właśnie wtedy On cię przytulał do siebie? I te łzy to był taki dotyk Jego miłości. Skutek tego dotyku. On już z daleka widział twoje myśli, czytał je w tobie i jeszcze zanim zdążyłaś je wypowiedzieć, jakby puścić w ruch, pozwalając im płynąć, to On już wcześniej cię przytulił i stąd właśnie te łzy. Na skutek dotyku Jego miłości. Jego przytulenia. A jeśli tak nie było, jeśli nie płakałaś, nie pozwalałaś sobie na płacz, to pozwól sobie kiedyś. Popłacz sobie czasem. Daj ujście temu, co się w tobie gromadzi. Poproś Go, żeby usiadł obok ciebie i żeby cię przytulił. Żeby posłuchał tych twoich myśli. Nie musisz chodzić na jakieś modlitwy "stadionowe", żeby poczuć Jego obecność. Wystarczy jak usiądziesz gdzieś w domu, w ciszy. Albo nawet skierujesz do Niego swoje myśli tak w ciągu dnia. Wśród tych wszystkich obowiązków. Myślę, że nawet dużo łatwiej odczuć tą obecność właśnie w taki sposób. Będąc "sam na sam" z Nim. W tej "swojej izdebce". W swoim ukryciu. Trochę właśnie jakby w tej swojej "bańce". On tam jest szczególnie blisko. I może cię przytulić - i myślę, że robi to - w szczególny sposób. Spróbuj kiedyś uklęknąć albo usiąść przed obrazem Jezusa Miłosiernego i spójrz Mu w oczy. Zobacz, w jaki sposób On na ciebie patrzy. Pozwól Mu patrzyć. Pobądź z Nim tak przez chwilę. Pozwól Mu przytulić cię tym spojrzeniem. Spróbuj jakby zanurzyć się w tym spojrzeniu. Wtulić w Jego ramiona. Pozwól, żeby On to zrobił - żeby cię przytulił, objął tym spojrzeniem. Poproś Go, żeby to zrobił. Na pewno nie odmówi.

Wiesz, ja też czasem czuję się gorsza od innych. Trochę jakby pominięta czy pomijana w życiu przez Boga. Jakby, bo wiem, że na pewno tak nie jest. Ale czasem takie myśli się we mnie pojawiają. Że jestem gorsza. A jeśli nawet nie gorsza, to tak bardzo inna. Odstająca od reszty. I jeśli chodzi o księży, to mam czasem podobne odczucia czy doświadczenia jak ty. Tylko ty pisałaś o kierowniku duchowym, a ja mam na myśli spowiedź. Też nieraz mam wrażenie, że dla innych ksiądz - a tym samym Bóg przez niego, w nim - ma więcej czasu, że poświęca im więcej uwagi. A we mnie często pozostaje taki niedosyt. I nieraz mam wrażenie, że przychodzę nie w porę. Że Bóg tam, w konfesjonale na mnie nie czeka, że nie ma dla mnie czasu. Że przychodząc jakby się wpraszam. Że ktoś inny bardziej zasługuje na to Jego przytulenie albo po prostu bardziej tego potrzebuje. W ogóle trudno mi dostrzec Jego obecność tam, w konfesjonale. Trudno pamiętać, że On tam jest. Jest, ale jakby Go nie było... Ale staram się odsuwać od siebie te myśli, nie ulegać im. I może ten brak czasu w konfesjonale, ten taki mój niedosyt, poczucie niezrozumienia przez księdza, może jest takim zaproszeniem ze strony Jezusa do bliższej relacji z Nim. Takiej osobistej - tam, w izdebce, w ukryciu. Zaproszeniem do spotkania w tej izdebce, w której On na mnie zawsze czeka i zawsze ma czas. Może w twoim przypadku jest podobnie - może On sam chce być twoim kierownikiem duchowym. Może cię zaprasza do bliższej relacji, do większego otwarcia. Do takiego bardziej intymnego spotkania - sam na sam z Nim, bez obecności księdza, siostry czy jakiegoś innego kierownika duchowego. Bo nikt inny nie zrozumie cię tak jak On.

W założonym przez siebie wątku napisałaś - "Jak widzę obrazki, na których Pan Jezus kogoś przytula, to łzy lecą mi jak groch, a ja w duchu wyję: błagam, mnie tak przytul. I nic. Cisza."

Nic? A nie pomyślałaś, że tak jak pisałam wcześniej, te łzy to były właśnie dotykiem Jego miłości? Że On w tym momencie przytula cię do siebie uprzedzając twoją prośbę, żeby to zrobił? Nie pomyślałaś, że może tak właśnie było? "I nic. Cisza." Cisza. A w ciszy najłatwiej odczuć Jego obecność. On przychodzi właśnie w ten sposób - "na niciach dźwięcznej ciszy". I w tej ciszy przytula cię, kołysze. Z tych nici tworzy taki jakby hamak, na którym możesz się położyć i odpocząć. W ciszy - w Jego ramionach.

"(...) a ja czułam wokół siebie pustkę, straszną pustkę, jakbym była oddzielona od wszystkich grubą szybą. W tej pustce nie było Boga, była tam moja straszliwa samotność i odrzucenie".

On był w tej pustce. Z całą pewnością był. I w tej pustce i w twojej samotności i odrzuceniu. Był i czekał tam na ciebie. Cały czas czeka. Czeka aż Go tam zauważysz. On tam jest i chce się tam z tobą spotkać. Właśnie tam - w twojej samotności, w twoim odrzuceniu, w twoim poczuciu bycia gorszą, w twojej pustce, w twojej ciemności, w twojej "bańce", za tą twoją "szybą". Jest tam, stoi tuż obok i kładąc ci delikatnie dłoń na ramieniu prosi - "Spójrz na Mnie. Dostrzeż to, że jestem tutaj obok. Z tobą. Przy tobie. Zawsze. Spójrz na Mnie i powiedz Mi o tym wszystkim, co jest w tobie. O tym, co cię boli. Daj mi się tego "napić". Czekam tutaj na ciebie i proszę - "Daj Mi pić."

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-05-24 01:41

"I może ten brak czasu w konfesjonale, ten taki mój niedosyt, poczucie niezrozumienia przez księdza, może jest takim zaproszeniem ze strony Jezusa do bliższej relacji z Nim".

A może jest jeszcze czymś więcej. Może jest po prostu ochroną Ciebie. Ochroną przed pomyłką.
Swego czasu spotkałam się z wypowiedziami kobiet, dla których utrata kierownika duchowego / spowiednika była jakby utratą samego Boga. Znikający z ich życia kapłani, "zabierali" Go ze sobą.

Osobiście dostrzegłam to niebezpieczeństwo pomylenia Boga z człowiekiem jeszcze jako nastolatka. Mieliśmy wspaniałego duszpasterza. Taki do rany przyłóż. Nie tylko dla mnie, ale dla wielu. I wszędzie tam, gdzie był on (Msza św., konfesjonał, rekolekcje, rozmowa), Bóg zdawał się być bardzo blisko. Niedosyt Boga pojawiał się wtedy, kiedy jego nie było. A o żadne zakochanie małolaty w księdzu tutaj nie chodziło. Chodziło o wyjątkową atmosferę. I zaspokojenie pewnych psychicznych potrzeb.

Kiedy po wielu, wielu latach Bóg znów zaczął stawiać na mojej drodze księży (spowiedników), którzy umieli mi zapewnić idealne wręcz warunki, i od konfesjonału odchodziłam "uskrzydlona" (otrzymywałam bardzo wiele łask), zaczęłam się gorąco modlić, żeby nie ulec złudzeniu, że  zbliżam się do Boga, a to znów coś podobnego, co było u progu dorosłości. I zostałam wysłuchana. W zaskakujący mnie sposób. Bo rozeszły się moje drogi z tymi kapłanami, którzy mi tak bardzo pasowali. Wręcz się okazało, że o utratę ostatniego sama się modliłam :) Gdybym znała szczegóły intencji, chyba nie byłoby mnie stać na taką gorliwość ;) Ale duchowych łask płynących z sakramentu pojednania Bóg mnie nie pozbawił. Przekonał mnie wtedy, że pochodzą one od Niego. Tak że ze spokojem potrafię teraz podchodzić zarówno do tych po ludzku bardzo udanych, jak i nieudanych spowiedzi. Do zrozumienia i do niezrozumienia w konfesjonale. Do nauk bardzo trafnych, które pamiętam latami, i do całkowitego milczenia spowiednika. Wiem, że wszystko może być darem od Boga i pomocą w drodze do Niego.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: A (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-05-24 18:30

Ochroną. Dziwna ta ochrona. Żebym nie myślała, że zniknie wraz z odejściem danego księdza - nigdy w ten sposób nie myślałam i nigdy tak tego nie odbierałam - to znika już teraz, w konfesjonale... Dla mnie spowiedź nie jest spotkaniem z kochającym ojcem, który tam na mnie czeka. Ja tego tak nie widzę. Jest tym spotkaniem tak teoretycznie. Na kartach Ewangelii, w kazaniach. Ale w praktyce ja tego tak nie widzę, nie odbieram. Jeśli rzeczywiście Bóg tam na mnie czeka i cieszy się jak przychodzę, to dlaczego potem jakby chroni mnie przed samym sobą? Nie mogę powiedzieć jak Ty, że odchodzę od konfesjonału w jakiś sposób uskrzydlona. Chyba przede wszystkim po prostu cieszę się, że mam to już za sobą. Że już jest po. Bo dla mnie każda spowiedź jest czymś bardzo trudnym. Podchodzę do konfesjonału zawsze jak ta kobieta z Ewangelii - "zalękniona i drżąca". Albo może jeszcze bardziej - "pochylona" przez lęk. Ale to nie jest lęk przed Bogiem. I nie wiem czy można tak powiedzieć, że odchodzę "wyprostowana". Czasem jest mi po prostu przykro. Tak po ludzku. Wiem, że najważniejsze są słowa rozgrzeszenia. Ale miło byłoby poczuć się taką owieczką, którą On z radością bierze na ramiona i przytula do siebie. Albo jak ten syn - w ramionach ojca. Dobrego ojca... Który ma dla niego czas. Miło by było, ale widocznie nie każdemu jest dana ta łaska. Może inni bardziej potrzebują tego przytulenia, podniesienia na duchu czy po prostu czasem jakiegoś cieplejszego słowa, zapewnienia o Jego miłości. Że nie jest się w żaden sposób gorszym. Po prostu, że On mnie kocha - taką, jaką jestem - i że zawsze jest ze mną, przy mnie. Czasem człowiek chciałby to po prostu usłyszeć...

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-05-24 23:41

"Jeśli rzeczywiście Bóg tam na mnie czeka i cieszy się jak przychodzę, to dlaczego potem jakby chroni mnie przed samym sobą?"

Nie, Asieńko, Bóg nie chroni Cię przed samym sobą. Ale możliwe, że chroni Cię przed pomyleniem Jego Serca z sercem kapłana, który okazałby Ci to wszystko, czego tak bardzo - ze strony człowieka - pragniesz. Owszem, czułe ludzkie serce może nas czasem naprowadzić do odkrycia czułego serca Boga. Ale może nam też Boga przesłonić. I powinniśmy być czujni, żeby tak się nie stało. Żeby ludzkiego serca z Bożym nie utożsamić. (Nie chcę przez to powiedzieć, żebyś nie szukała spowiednika, który by umiał wyjść naprzeciw Twojej wyjątkowej wrażliwości).

"Bo dla mnie każda spowiedź jest czymś bardzo trudnym".

Dla mnie też. Zawsze taka była i chyba zawsze będzie. Ale ten mój trud nie wyklucza Bożych łask. A dostrzegam je już podczas rachunku sumienia (dla mnie jest on modlitwą). I jeśli koncentruję się bardziej na tym co Boże, a nie co ludzkie, to sama spowiedź mi tych łask nie odbiera. Najwyżej je pomnaża.

"Chyba przede wszystkim po prostu cieszę się, że mam to już za sobą".

Kiedyś też tak miałam. Bardzo, bardzo długo. Ale pozwoliłam Bogu, żeby mnie zmieniał. Nie w ten sposób, jak ja bym chciała, ale jak chce On. Zdałam się w życiu duchowym na Niego. I wtedy mnie zaczął stopniowo uzdrawiać, zaskakiwać, zmieniać moje postrzeganie tego, co się w moim życiu wydarza, uczyć odczytywać wszystko na nowo.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: ta gorsza (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-05-25 10:03

@A - piszesz: "Było może tak, że myśląc o tym, pozwalając płynąć tym myślom w sobie, do oczu zaczęły napływać ci łzy? Albo może leżąc już w łóżku zdarzyło ci się czasem płakać do poduszki? Łzy, których nikt nie widział i nie słyszał jak płaczesz. Pomyślałaś, że te łzy to może właśnie był taki znak Jego obecności? Jego delikatnego, czułego dotyku. Że może właśnie wtedy On cię przytulał do siebie? I te łzy to był taki dotyk Jego miłości. Skutek tego dotyku. On już z daleka widział twoje myśli, czytał je w tobie i jeszcze zanim zdążyłaś je wypowiedzieć, jakby puścić w ruch, pozwalając im płynąć, to On już wcześniej cię przytulił i stąd właśnie te łzy. Na skutek dotyku Jego miłości. Jego przytulenia."

Przecież Jezus wie, że moje życie od początku pełne jest łez smutku, żalu, bólu, bezsilności, tęsknoty, poczucia bycia odrzuconą, nie kochaną, nie chcianą. Nie raz płakałam w poduszkę, a mój mąż mówił: "ty tylko płakać potrafisz". Mama widząc łzy w moich dorosłych już oczach mówiła: "zachowujesz się jak dziecko". Teraz płaczę tak, żeby nikt nie widział. Leki na przeciw depresji już nie pomagają. Dlaczego do tych łez Jezus "dorzucił" jeszcze swoje? Chciał mnie dobić? Prosiłam o przytulenie, a dał mi łzy? Przecież sam mówił: "Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień?" (Łk 11,11).

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-05-25 17:24

ta gorsza, a co wzięłaś od kogokolwiek z nas, z tego wątku i Twego porzedniego?

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: ta gorsza (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-05-25 17:53

Łzy.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-05-25 19:34

"Łzy."

A nic pozytywnego? :( Naprawdę nic? Jeśli nie (taka jest Twoja pierwsza myśl), to bardzo Cię zachęcam, żebyś wróciła do odpowiedzi. Przeczytała je jeszcze raz albo nawet parę razy, ale z innym nastawieniem. Forum (słowo pisane) daje taką szansę, w przeciwieństwie do nieudanej rozmowy ustnej, której ponownie nie da się dokładnie przeanalizować.

Każdy radzi, opierając się na własnym doświadczeniu. Nie wszystkie podpowiedzi muszą być trafne, możliwe do zastosowania w Twoim życiu. Ale czy w żadnej z nich naprawdę nie ma ani jednej wskazówki, której mogłabyś się uchwycić? Spróbuj takich poszukać. A przede wszystkim spróbuj założyć, że piszący ludzie są Ci życzliwi, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje Ci się, że jest inaczej.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: A (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-05-25 19:40

"Dlaczego do tych łez Jezus "dorzucił" jeszcze swoje? Chciał mnie dobić? Prosiłam o przytulenie, a dał mi łzy?"

Chyba mnie nie zrozumiałaś. To nie tak. Jezus nie dorzucił ci łez. Chyba, że w tym sensie, że płakał razem z tobą. Płakał przytulając cię. Tak jak o to prosiłaś. Chciałaś, żeby cię przytulił i On to zrobił - jeszcze zanim Go o to poprosiłaś. Zanim zdążyłaś wypowiedzieć tą prośbę. A te łzy to był taki skutek tego przytulenia. Bo zobacz - jeśli siedziałabyś gdzieś płacząc i prosząc w myślach albo po prostu pragnąc, żeby cię ktoś przytulił i jakby ktoś wtedy podszedł, usiadł obok i zrobił to, przytulił cię mocno, to jak byś się poczuła? Czy nie zaczęłabyś wtedy jeszcze bardziej płakać - wzruszona tym gestem? Czy właśnie nie o to by chodziło, żebyś mogła się wypłakać w czyichś ramionach? Ten ktoś nawet nie musiał by nic mówić. Wystarczy, żeby po prostu by usiadł i przytulił cię. Albo może przytulając cię powiedział ciepło - "Nie płacz." Nie z wyrzutem, tylko chcąc cię uspokoić, osuszyć te łzy. Czy słysząc te słowa i czując na swoim ramieniu czy może policzku dotyk czyichś dłoni nie zaczęłabyś płakać jeszcze bardziej? Ze wzruszenia. Albo jakbyś nie płakała, tylko było ci przykro, smutno, miałabyś w sobie jakiś żal - tak jak pisałaś - i jakby wtedy ktoś widząc cię taką podszedł i zapytał co się stało, czy może ci w czymś pomóc, czy wtedy nie rozpłakałabyś się, nie wybuchnęłabyś płaczem? Te słowa nie wyzwoliłyby w tobie łez? Ja myślę, że tak. I wtedy tak właśnie było. To miałam na myśli pisząc te słowa, które zacytowałaś. Jezus tak właśnie zrobił - widząc cię taką, z tym wszystkim w tobie, podszedł, usiadł obok i obejmując cię przytulił cię mocno do siebie. Płacząc razem z tobą. Współodczuwając z tobą twój ból, twój żal. Piszesz, że cię nie przytulił. Ale On to właśnie zrobił. Robił to za każdym razem. Zawsze wtedy jak płakałaś, jak było ci przykro, jak czułaś się odrzucona, niechciana, niekochana, gorsza od innych, On był obok i przytulając cię, tuląc cię do siebie płakał razem z tobą. Za każdym razem. Widział to wszystko w tobie. Wiedział jak się czułaś. Jak bardzo było ci przykro słysząc takie słowa od mamy czy od męża. Taką ich reakcję. Zupełnie inną niż byś chciała. Niż tego oczekiwałaś. Wiedział i doskonale cię rozumiał. Tobie było przykro i Jemu też. Twój ból był Jego bólem. Był i jest. To nie tak, że prosiłaś Go o przytulenie, a dał ci łzy. Nie. On cię właśnie przytulił i tym przytuleniem, dotykiem swoich dłoni wyzwolił w tobie łzy. Te dobre łzy. Oczyszczające. Razem z nimi za każdym razem w jakimś stopniu wypływał z ciebie ten żal, ból, smutek. To wszystko, co przez ten czas w tobie narastało. On cię przytulił. Tak jak Go prosiłaś. Naprawdę. Za każdym razem to robił. Jestem tego pewna. Uwierz w to. Spróbuj uwierzyć. Spróbuj, tak jak już pisałam wcześniej, usiąść przed obrazem Jezusa Miłosiernego - może być taki zwykły, mały, papierowy, albo nawet gdzieś w komputerze - spójrz na Niego, spójrz w Jego oczy i poproś Go, żeby cię przytulił. Będziesz potrafiła nie rozpłakać się patrząc i mając w sobie te wszystkie myśli, żal, ból? Ja prawie zawsze patrząc na ten obraz - zwłaszcza wtedy jak jest mi z jakiegoś powodu przykro czy smutno - czuję jak do oczu napływają mi łzy. I nie potrafię ich powstrzymać. On patrząc wyjmuje ze mnie to wszystko. Jakby roztapia. Właśnie w ten sposób. Tym spojrzeniem - tak pełnym ciepła, spokoju, miłości, łagodności. A nieraz nawet jak nie jest mi smutno, nawet jak klękając uśmiecham się, to po chwili do oczu niespodziewanie napływają mi łzy. I dziękuję Mu za to. Bo wiem, że On mnie wtedy przytula. Każdego, kto na Niego patrzy. Dotyka Go swoim spojrzeniem i przytula.

"Prosiłam o przytulenie, a dał mi łzy?"

Nie. Przytulił cię. Spełnił twoją prośbę - jeszcze zanim ją do Niego skierowałaś - i przytulił cię. A te łzy to była twoja reakcja na to. Można powiedzieć, że taki dowód tego przytulenia. Znak tego, że właśnie to zrobił. Że jest bardzo blisko ciebie i trzyma cię w ramionach. Przytulając cię. Ja tak to właśnie odbieram. Ty piszesz, że cię nie przytulił. A jak wyobrażasz sobie to przytulenie? Jak chciałabyś, żeby to zrobił? Jak chciałabyś to poczuć? Co miałoby sie stać, żebyś uwierzyła, że to zrobił, że cię przytulił? Poczuć to fizycznie? Czy może, żeby te łzy zniknęły, żeby On je zabrał, a ty poczułabyś się lepiej. Czy tak? Ale łzy są czasem bardzo potrzebne. Czasem naprawdę dobrze jest sobie popłakać. Dać ujście temu, co się w nas gromadzi. Potem zawsze jest tak jakoś lepiej. Po tym płaczu przychodzi spokój. W twoim przypadku tak nie jest? Nigdy nie poczułaś się chociaż trochę lepiej jak sobie tak popłakałaś? A może usnęłaś kiedyś płacząc? Jeśli On był wtedy obok - a z całą pewnością był - i cały czas tulił cię do siebie, to usnęłaś w Jego ramionach. Tak jak płaczące dziecko na rękach swojej mamy.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-05-25 19:48

Może w tej chwili stać Cię tylko na łzy. Może trzeba czasu, żebyś miała siłę coś zmienić. Może siedzisz w czarnej dziurze i na razie światła nie widać. Ale ono jest, choć może w to nie wierzysz.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-05-25 20:14

Jeszcze jedno. Dostałaś tu wiele uwagi. Mania - rozumiem, że to nie Ty - zaczęła wątek, a potem zajęliśmy się Tobą. To nic nie znaczy? Że ktoś poświęcił Ci swoje myśli i czas?

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-05-25 21:13

ta gorsza: to już padło, ale powtórzę: problem nie jest w tym, że Bóg Ci nic nie daje, tylko w tym, ze nie potrafisz przyjmować. Bo skoro nie potrafisz od nas, konkretnych ludzi, których nie znasz, ale którzy są realni i chcą być pomocni, i których niby nie widzisz, ale widzisz ich pisanie, to jak masz przyjąć od Boga, którego nie widzisz?
Powtórzę na J: powiedz sobie:"oni chcą dla mnie dobrze" i przeczytaj jeszcze raz wszystkie odpowiedzi.
Mogę napisać, co Ty mi dałaś: przypomniałaś, że miałam podobnie. A już nie mam.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: A (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-05-25 22:19

J, dziękuję za to co do mnie napisałaś. Początkowo trochę inaczej to widziałam. Nawet w pierwszej chwili, po tym pierwszym wpisie, zrobiło mi się trochę przykro. Bo ja naprawdę nigdy tak tego nie odbierałam - że ksiądz odchodząc "zabiera" ze sobą Boga. Że ja Go w jakiś sposób tracę. Nie. Ten, który odchodzi nie tylko nie zabiera Go, ale każdy kolejny jakby daje Go więcej. Nie że więcej od poprzedniego, tylko w inny sposób. Trochę jakby dokłada jakąś Jego inną część. Wcześniej dla mnie nieznaną. Albo niewidoczną. Dokłada, odsłania ją. Podprowadza do Niego z innej strony. Inną drogą. Wnosi sobą coś nowego. Można powiedzieć, że ukazuje Boga jakby z innej strony. W sposób, który w danym czasie jest akurat taki, jakiego potrzebuję. Tak to widzę z perspektywy czasu. Dlatego było mi trochę przykro czytając co napisałaś. Ale teraz już nie. Można powiedzieć, że zobaczyłam to z innej strony. Tak w sumie niespodziewanie. Wracając dzisiaj z pracy. W pewnej chwili uśmiechnęłam się do siebie na widok myśli, która się we mnie pojawiła. Właśnie w związku z Twoim wpisem. Trochę jakby te słowa zaświeciły w inny sposób. Albo raczej w innym miejscu. Z innej strony. Bo napisałaś, że Bóg być może mnie chroni. I pomyślałam, że jeśli rzeczywiście tak jest, jeśli On mnie chroni - w sumie już nawet nieważne z jakiego powodu, po prostu, że mnie chroni - to jakie to jest miłe. Wcześniej ta ochrona wydawała mi się dziwna i takie pytanie gdzieś tam we mnie się pojawiało - Dlaczego akurat mnie chroni? Czemu innych nie, a mnie tak? A dzisiaj pomyślałam, że to jest bardzo miłe. Być przez Niego chronioną. Trochę jakby w Jego ramionach. Albo "pod Jego skrzydłami" - "w cieniu Jego skrzydeł." W ogóle dla mnie to jest miłe w taki szczególny sposób. Którego ktoś drugi raczej nie zrozumie. Bo jest takie jedno słowo pojawiające się w różnych miejscach Pisma św., które na mnie jakoś tak szczególnie działa. Już od jakiegoś czasu. Jest jakby takim Jego dotykiem, nie wiem, znakiem Jego obecności. Takiej szczególnej. Taki ciepły promyczek, którym mnie dotyka. "Strzeże." O to słowo chodzi. I właśnie dzisiaj uświadomiłam sobie, że Ty pisałaś o czymś podobnym. Że On mnie chroni. Chroni, to trochę jak strzeże. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, zresztą nie o to tutaj chodzi, żeby tłumaczyć, w każdym razie jest to bardzo miłe. Że tak napisałaś. Dziękuję. I nie tylko to. Te słowa o spowiedzi. Teraz, w tym ostatnim wpisie. Raczej spodziewałam się jakiejś krytyki, że to jest złe podejście i że powinnam to zmienić. A tu zaskoczona przeczytałam, że Ty też tak miałaś i że to z czasem się zmieniło. I to, że dla Ciebie spowiedź też jest trudna. Nie wiem, ale jest to jakoś tak pocieszające. Takie, nie wiem, dodające jakiejś nadziei czy siły. Takie w pewien sposób umacniające. W sumie już to kiedyś usłyszałam. Z ust księdza - w konfesjonale. Który powiedział, że dla niego to też jest trudne. Ksiądz, a teraz Ty. Może Bóg przez Ciebie chciał mi przypomnieć tamte słowa. Może w ogóle tamtą spowiedź. Może też w pewien sposób przygotować do spowiedzi. Do której od jakiegoś czasu tak się zbieram w sobie... Wyszedł mi naprzeciw? Trochę jakby wyciągnął rękę? Nie wiem, w każdym razie dziękuję za to co napisałaś. Cieszę się, że zajrzałaś do tego wątku. Dziękuję :)

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-05-26 00:58

A., dziękuję za Twoją odpowiedź :) Może jeszcze nieco doprecyzuję to, co napisałam na początku, o tym "zabieraniu" Boga przez odchodzącego kapłana. Te słowa absolutnie nie były moją oceną Twoich doświadczeń. Mnie chodziło o pokazanie Ci doświadczeń cudzych - jako ewentualnej przestrogi na przyszłość. Uwypuklenie tego, że zdarza się, że ktoś - zazwyczaj nieświadomie - oprze zanadto swoje życie duchowe na relacji z człowiekiem, zamiast umacniać relację z Bogiem. A powinno być tak, jak sama napisałaś: człowiek ma do Boga podprowadzać. I skoro tak właśnie się dzieje u Ciebie, to - moim zdaniem - jest dobrze :) Staraj się o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, kiedy trafisz na kapłana, który zacznie zaspokajać Twoje duchowe i emocjonalne potrzeby.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: ta gorsza (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-05-26 13:23

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, za to, że zajęliście się moją osobą.
Po lekturze Waszych postów moje odczucia są takie:
1. od lat żyję w grzechu - pozwalam się krzywdzić,
2. jestem złą matką, bo pozwoliłam, żeby mąż krzywdził dziecko i żeby dziecko widziało, jak mąż krzywdzi mnie,
3. udało mi się oszukać kierownika duchowego i "przeszłam" na kolejny etap rekolekcji ignacjańskich,
4. jak głupek uwierzyłam osobie (przełożonemu zakonu [...] świeckich), której w zaufaniu opowiedziałam o sobie, a ona kilka razy przy różnych okazjach stwierdziła: twoje małżeństwo to twój krzyż,
5. mam skrzywiony obraz Boga (Odkąd sięgam pamięcią żadne słowa o miłości Boga do ludzi, różnorodne świadectwa, kazania, katechezy, rekolekcje jakoś nie przystawały do mojego życia. No może życiorys św. Małgorzaty z Citta di Castello.),
6. nie słucham dobrych rad (Jak mam odejść od męża, skoro obydwoje mieszkamy w domu moich rodziców? Pójdę pod most, a on będzie mieszkał z moimi rodzicami?),
7. nie potrafię przyjmować tego, co Bóg mi daje. Ale co On mi daje? Dobrą radę, żebym wyniosła się z rodzinnego domu? Tylko dokąd i za co?
8. po przepłakanej nocy (na skutek Jezusowego "przytulenia") nie czuję się lepiej. Czuję osamotnienie, opuszczenie, pustkę, bezradność.

Pisać dalej? Moje poczucie beznadziei pogłębiło się. Poczucie odrzucenia również.
Jedyne co mogłam dla siebie zrobić, to umówiłam się na rozmowę telefoniczną z terapeutą.
Kiedyś, gdy na rekolekcjach poprosiłam wstawienników o modlitwę o kierownika duchowego dla mnie, jeden z nich, po skończonej modlitwie nade mną, powiedział: "Jezus jest twoim kierownikiem duchowym.". Ale jakoś tego nigdy w życiu nie odczułam. Raczej czuję, że On o mnie zapomniał i tyle.
Dziękuję za poświęcony mi czas. Bóg zapłać!

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-05-26 16:40

No właśnie - mieszasz fakty z odczuciami i co gorsza, wszystkie twoje odczucia są na "nie".
Przykład:
"pozwoliłam, żeby mąż krzywdził dziecko i żeby dziecko widziało, jak mąż krzywdzi mnie" - fakt
"jestem złą matką" - Twoje odczucie, które cię dołuje.
To dobrze, że się umówiłaś z psychologiem. Życzę Ci wytrwania w terapii i sił do zmiany.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: A (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-05-26 20:44

J, jeszcze jedno - rozpoznałaś mnie :) Dostrzegłaś i rozpoznałaś mnie w moim "ukryciu". To przywołało we mnie te słowa - "Ojciec twój, który widzi w ukryciu" (Mt 6, 6) Widzi mnie w moim ukryciu. Widzi, dostrzega. Trochę jak tą kobietę w tym fragmencie - "była tam kobieta (...) pochylona (...) Jezus ją zobaczył" (Łk 13, 11-12) Zobaczył, a potem można powiedzieć przytulił.

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: A (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-05-26 20:56

"Raczej czuję, że On o mnie zapomniał"

"Mówił Syjon: "Pan mnie opuścił,
Pan o mnie zapomniał".
Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
JA NIE ZAPOMNĘ O TOBIE.
Oto wyryłem cię na obu dłoniach,
twe mury są ustawicznie przede Mną." (Iz 49, 14-16)

Spróbuj wsłuchać się w ten fragment. A może nawet naucz się go na pamięć i powtarzaj go sobie co jakiś czas. Zwłaszcza te trzy ostatnie wersy. Niech te słowa w Tobie "rosną". Niech On cię nimi przytula. Pozwól Mu na to. Z całego serca Ci tego życzę .

 Re: Modlitwa o zmianę w wyglądzie.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-05-26 22:15

"udało mi się oszukać kierownika duchowego i "przeszłam" na kolejny etap rekolekcji ignacjańskich" - to tylko Twój wniosek. Nietrafny. Ja napisałam tak:
"Czy kierownik duchowy naprawdę dał Ci zielone światło na ten kolejny etap? Pomimo zafałszowanego obrazu Boga, jaki w sobie nosisz? Jeśli tak, to moim zdaniem był to poważny błąd".
Wyraziłam w ten sposób swoje zdziwienie. A ewentualne zaniedbanie przypisałam kierownikowi duchowemu, nie Tobie. Żadne oszustwo nawet przez ułamek sekundy nie zaświtało mi w głowie. W kolejnym wpisie starałam się uzasadnić, dlaczego myślę, jak myślę, ale podkreślając, że śmiało możesz zlekceważyć moją opinię, bo znawcą tematu (rekolekcje ignacjańskie) nie jestem:
"Nie jestem w tych sprawach żadnym ekspertem, ale myślę, że bez solidnego oparcia na fundamencie, jakim jest wewnętrzne przekonanie o bezwarunkowej Bożej Miłości do siebie samego, nie powinno się iść dalej. Bo odpowiedź człowieka nie będzie odpowiedzią na Bożą Miłość, podejmowaną w pełnej wolności, ale braniem na siebie ciężarów, które trudno potem dźwigać".

"mam skrzywiony obraz Boga"
Czy uważasz, że jest inaczej?

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: