logo
Piątek, 15 listopada 2019 r.
imieniny:
Amielii, Idalii, Leopolda, Alberta – wyœlij kartkę


 A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: Mary (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2019-10-30 16:42

Jesteśmy małżeństwem w ciężkim kryzysie. Już kilka lat temu kiedy widziałam, że między nami jest coraz gorzej, namawiałam męża na wizytę w poradni rodzinnej lub na rekolekcje. Niestety nie chciał pracować nad nasza relacja. Próbowałam robić coś na własną rękę, ale do tanga trzeba dwojga. Teraz jest już bardzo źle, jesteśmy wrogo do siebie nastawieni i bardzo poranieni. Szkoda najbardziej w tym dzieci. Kiedy pytam męża dlaczego nie chciał pracować nad nasza relacja odpowiedział, że skonstatował, że jestem przypadkiem, który można traktować tylko twardą ręką, że nie ma sensu bawić się w psychologię relacji. Twierdzi, że kobiety są żądne tylko uczuć a nie podchodzą do świata rozumowo. Nie jestem niewolnikiem uczuć, ale brak miłości, miłosierdzia ewidentnie zaważył na tym, że nasze małżeństwo znalazło się w stanie rozkładu. Rozum bez miłości jest tyranią. Mąż ma się za przykładnego katolika, a od kilku lat traktuje mnie szorstko, twardą ręką, czuje się tak jakbym nie zasługiwała na jego miłość. Popełniłam błędy, mam wady ale kto tego nie ma. Najgorsze jest to że mąż od kilku lat bardzo mnie rani, izoluje się emocjonalnie ode mnie a jednocześnie jak twierdzi ma spokojne sumienie, bo on postępuje zgodnie z prawdą i jego obowiązkiem jest się bronić przed złoczyńca. Na ustach ma slowa: wiara rodzina tradycja. Jest zwolennikiem patriarchatu. Wyczuwam w tym jakiś fałsz, zbyt duży nacisk na rozum, brak wyobraźni miłości, może nawet problem niedojrzałości u męża. Jest bardzo oczytany, czuje się mądrzejszy od ogółu. Czy naprawdę podejście męża może być usprawiedliwione w duchu katolickim czy po prostu uczestniczę w przemocy psychicznej.

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: Estera (---.146.224.240.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2019-11-06 21:33

Na pewno nie podoba mi się to: "jestem przypadkiem, który można traktować tylko twardą ręką".
Nie, nie i jeszcze raz nie. Jesteś dorosłą osobą, mąż nie jest od wychowywania Ciebie. Masz być dla niego partnerką, towarzyszką, podporą, a nie kimś na niższej pozycji. Jeśli twierdzi inaczej - to ma problem ze sobą. Ślubował Ci miłość, a miłość wyraża się w czynach, w szacunku do drugiej osoby.
Nie wiem, czy to już przemoc, trudno to stwierdzić po tak ogólnej wypowiedzi (nie namawiam do podawania szczegółów i przykładów, stwierdzam fakt).
Myślę, że dobrze by było, żebyś sama poszła do poradni rodzinnej, psychologa albo terapeuty. Tam otrzymasz pomoc i będziesz mogła skonsultować to, co się u Was dzieje z fachowcem.

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: Mary (---.a2mobile.pl)
Data:   2019-11-07 00:11

Najgorsze jest założenie, że druga osoba jest beznadziejnym przypadkiem i zaprzestanie starania się o naprawę relacji. Podkreśla że przez pierwsze lata był dobry i wszystkie moje słabości, wady próbował tolerować i brał wszystko za dobrą monetę. Ale te czasy się dla mnie skończyły. Jak było obustronne uczucie, może nawet jeszcze reszta zakochania to nie dziwne że był dobry. U nas kryzys wybuchł po urodzeniu pierwszego dziecka, miałam depresje poporodowa i wówczas się ode mnie odwrócił. Razem z teściową uznali, że jestem słaba, wygodna. To było bardzo bolesne, pomogła mi wtedy moja rodzina i bliscy znajomi z pielgrzymki. Przy drugiej ciąży która była zagrożona i leżałam przez 2 miesiące w łóżku, po jednej z kłótni gniewał się na mnie miesiącami, traktując wyjątkowo ozięble. Mąż zarzuca mi wady, zło charakteru, brak uczciwości, jednocześnie nie widzi, że sam ma wiele za uszami i ja to wszystko musiałam i muszę tolerować. Latami modlę się o nasze małżeństwo, walczę o nie mimo cierpień które mi zadaje. Mąż ma się za osobą sprawiedliwą, widząca prawdę. Dużo udziela się w środowisku gdzie propaguje tradycyjne wartości i może być tam postrzegany za gorliwego katolika.

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: BW (---.centertel.pl)
Data:   2019-11-07 10:13

Pierwszym obowiązkiem katolika jest troska o swoje małżeństwo i rodzinę. Tu jesteśmy powołani do okazywania miłości i szacunku sobie nawzajem do końca życia. Wszelkie inne zaangażowania "na zewnątrz" są drugorzędne. Czasami zaangażowanie w jakieś stowarzyszenia to ucieczka od rodziny i obowiązków. I nie zawsze ma to związek z gorliwym katolicyzmem. Proponuję Pani spotkać się samej z psychoterapeutą i skorzystać z jego pomocy. Depresję poporodową i inne trudne doświadczenia trzeba "przepracować", żeby było Pani łatwiej spojrzeć w prawdzie na swoje małżeństwo, siebie samą i na męża.

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: Katarzyna (---.unknown.vectranet.pl)
Data:   2019-11-07 21:53

Prosze posłuchać konferencji dra Jacka Pulikowskiego. I najlepiej jakby mąż posłuchał. Współczuje Pani bardzo, ponieważ w moim małżeństwie też bywa różnie i czeto cierpie. Niech Bóg ma Panią w swojej opiece.

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: Lola (---.pool85-56-99.dynamic.orange.es)
Data:   2019-11-07 23:54

Wspolczuje. Jedyne co moge poradzic to wieksza troska o sama siebie i dzieci. Nie jest Pani nikim gorszym, kogo trzeba byloby traktowac “szorstka reka”. Byc moze jednak za bardzo uczuciowo podchodzi pani do malzenstwa? To jest wspaniale gdy oboje malzonkowie tego oczekuja, ale jesli Pani maz tak docenia “rozum” prosze traktowac go przez pryzmat rozumu, nie uczuc... Pomaga w domu? Sprzata po sobie? Przynosi wyplate? Robi zakupy? To ok! Sama siebie prosze kochac. “Nie pozwol, aby garnki w domu blyszczaly bardziej niz Ty! Poswiecaj wiecej czasu sobie (sport, modlitwa, czytanie, fryzjer) niz scieraniu kurzu. Zadbaj o swoje samopoczucie. Jesli sama siebie docenisz, to i maz bedzie musial sie zmienic. Oczywiscie nie dotyczy to relacji opartej na przemocy, a bardziej na wypaleniu zwiazku i zaniedbaniach

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: Estera (---.146.224.240.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2019-11-08 10:39

Zadbaj przede wszystkim o siebie. Idź do lekarza i psychologa i ogarnij depresję, bo nie wiem, czy ją doleczyłaś.
Mnie się sytuacja w Twoim małżeństwie nie podoba. Dziwna to sytuacja, kiedy na najbliższą osobę nie można liczyć wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna. Źle to świadczy o dojrzałości Twego męża.
Wady macie oboje. Widziały gały co brały.
Tak, że dla Ciebie psycholog i ochrona siebie i dzieci. Jak? Więcej właśnie z psychologiem.

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: Xxx (---.cable.dynamic.surfer.at)
Data:   2019-11-08 14:02

Uczestniczysz w przemocy psychicznej, która z wiarą katolicką nie ma nic wspólnego. Bardzo Ci współczuję. Polecam 'Mulieris Dignitatis' Jana Pawła II (klik), gdzie jest mowa o równości kobiety i mężczyzny, a pragnienie dominacji nad kobietą opisane jest jako następstwo grzechu pierworodnego.
Ciekawe materiały na temat małżeństwa z kongresu Radość Miłości są też na YouTube. Mąż myli konserwatyzm z wiarą.

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: M. (---.play-internet.pl)
Data:   2019-11-08 14:53

Ty zarzucasz mężowi nadmierną racjonalność, a mąż Tobie nadmierną uczuciowość. Lepiej byłoby spotkać się w pół drogi. Z jednej strony uznać swoją inność, uznać, że takie uzupełnianie się jest piękne, bo tak jest. Z drugiej strony należy jak najbardziej pracować i nad sobą i nad relacją, poznawać swoje języki miłości, uczyć się komunikować by być dobrze zrozumianym, uczyć się tak okazywać miłość by druga osoba czuła się kochana. Starać się pracować nad swoimi wadami, grzechami. Umieć rozpoznać i komunikować potrzeby.

Dobrze pamiętać że takie czy inne zachowania męża nie oznaczają, że Cię nie kocha. Ma pewne określone wzorce i działa zgodnie z nimi. Może niedojrzałość nie pozwala mu spojrzeć na sprawy z innej perspektywy. W swoim sumieniu może nie widzieć problemów.
Brak odczuwania przez Ciebie miłości przewija się w Twoim wpisie. Sugeruję zapoznanie sie z pięcioma językami miłości. Sama przez wiele lat zmagałam się z takim poczuciem, a mąż mnie kochał i kocha, tylko okazywał to w sposób, który do mnie nie trafiał.

To co piszesz jest mocno złożone. Wygląda na to, że mąż może być perfekcjonistą, nie akceptuje cudzej słabości. (Nie jest DDA?)
Ale mówi też, że broni się przed "złoczyńcą", to Ty jesteś tym złoczyńcą? Niedobrze tak mówić do żony, to jasne, i nie pochwalam tego. Ale warto tutaj zatrzymać się i zastanowić, przed czym tak się broni. Bo zakładam, że nie przed Tobą, tylko przed pewnymi Twoimi zachowaniami. Którymi? Dlaczego na te zachowania reaguje tak a nie inaczej? Pytanie zasadnicze - czego się boi, że musi się bronić. Trzeba by było zrozumieć podłoże tych lęków i pracować nad tym, by się z nimi rozprawić. Mężczyźni nie bardzo potrafią mówić o tym co czują.

Wiem, to niefajnie, że w chwilach słabości czy choroby nie mamy wsparcia w drugiej osobie. Ale takie zachowanie u współmałżonka z czegoś wynika i nie musi mu towarzyszyć zawsze. Nie każdy ma też kompetencje do bycia lekarzem. Ludzie nie zawsze postrzegają depresję jako chorobę.

Odnoszę wrażenie, że mąż wrzucił Cię do jakiejś "szufladki", poczynił pewne założenia co do Twojej osoby i nie wkłada wysiłku, żeby poznać Ciebie. Ale, żeby nie było tak różowo, że Ty taka dobra a on taki zły - Ty też za dużo nie piszesz o swoim mężu oprócz tego, co zauważyłby postronny obserwator. Poza tym - same negatywy. Masz pretensje, że dużo Ci zarzuca, a sama też nie widzisz go w dobrym świetle i w swoich wpisach zarzucasz mu całkiem sporo (włączając w to brak miłości).

Masz pretensje o brak miłosierdzia, ale czy sama jesteś w stanie zaakceptować "wady" męża? Na przykład - nieradzenie sobie w sytuacjach Twojej choroby, brak wylewności w okazywaniu uczuć. Czy sama nie stawiasz sobie w głowie określonej wizji miłości zamiast wypracować ją wspólnie z mężem?

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: Mary (37.109.33.---)
Data:   2019-11-09 01:43

Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi, będę je sobie powoli analizować. Depresje poporodowa mam za sobą, przy drugim dziecku które urodziłam niedawno depresji na szczęście nie miałam. Choć z kolei zachowanie mojego męża w trakcie połogu i pierwszych miesięcy przysparzało zmartwień. Nie wiem czy nasze problemy nie mają początków w dzieciństwie, obydwoje w pewnym sensie jesteśmy z rodzin dysfunkcyjnych. Mąż nie miał relacji z ojcem, przez długi czas miał zły obraz ojca, którego się bał a jednocześnie czuł do niego żal i złość. Jego rodzice byli trudnym małżeństwem, ojciec poniżał matkę, nie umieli rozwiązywać konfliktów tylko po kłótniach gdzie padały bardzo obraźliwe słowa matka stosowała ciche dni, a ojciec zagniewany wyjeżdżał za granicę gdzie pracował i groził że już nie wróci. Mój mąż musiał być wsparciem dla mamy która przelala na niego całą swoją miłość i ojcem-opiekunem dla młodszego rodzeństwa. Moi rodzice są po rozwodzie, niewiele pamiętam z ich relacji, żyli każde swoim życiem, moją mamę ciągnęło do swojej mamy, toteż dużo przebywałam u dziadków. Ponowne małżeństwo mojej mamy jest zgodne. Mogłam obserwować ludzi którzy się po kłótni potrafili pogodzić, traktowali jak przyjaciele i okazywali wzajemna pomoc. Nie było tam wielkiej miłości ale była troska. Ojczym był dla mnie dobry. Wiadomo rozwód to grzech i mam tego świadomość ale chciałam opisać jak wyglądało moje dzieciństwo. Moja mama jest osobą o silnym, dominującym charakterze, w dzieciństwie była wobec mnie troskliwa, kochająca i nadopiekuńcza. Lubiła coś narzucić. Z biologicznym tatą przez długi czas nie miałam kontaktu, odnowił się dopiero w liceum. Nie wiem czy brak prawdziwego ojca w kluczowym okresie mojego życia nie zaważył na mojej zbyt małej miłości własnej. W tej chwili oprócz pracy nad miłością własną i szacunkiem, pracuje nad umiejętnością stawiania granic mężowi i mamie, oni je najbardziej naruszali a ja na to pozwolilam. Wracając do biologicznego taty to obecnie mam z nim dobrą relację, ale wcześniej jej nie było. Kto wie, czy patrząc na rodziny pochodzenia nie można znaleźć odpowiedzi na to co dzieje się w naszym małżeństwie. Bardzo cierpię jak widzę moje dzieci i boję się rozpadu naszej rodziny. Starsze dziecko już ewidentnie jest świadome tego że między rodzicami jest źle i zachwiało to jego poczuciem bezpieczeństwa. Jeszcze dodam, że w ciągu 7 lat kryzysu było okres 2 lat, które były dobre. To był czas kiedy mój mąż przeżywał okres głębszej wiary, odmawiał też Nowennę Pompejańska, a ja zamówiłam 9 Mszy św za nasze małżeństwo. Podczas jednej z nowenn i Mszy działy się u nas rzeczy straszne. To mnie czasem zastanawia czy nie porozmawiać z egzorcystą, aby ocenił czy nie doświadczamy działania zła, bo u naszych rodzin pochodzenia jest duże obciążenie grzechami przeciwko małżeństwu.

 Re: A może uczestniczę w małżeńskiej przemocy psychicznej?
Autor: M. (---.play-internet.pl)
Data:   2019-11-09 08:51

Trudne sprawy. Twój mąż musiał szybko dorosnąć, z tego powodu może nie akceptować słabości u innych, wymaga, żeby inni byli równie twardzi jak on. Obraz małżeństwa jego rodziców nie jest sielankowy (na przykład obrażanie się jako sposób na rozwiązywanie konfliktów, który przenosi do Was do domu, może uda się uświadomić mężowi, że naśladuje ojca w tym momencie, może to go powstrzyma przed takim działaniem, bo chyba ojciec nie jest dla niego wzorem do naśladowania). Ty ze względu na brak ojca możesz mieć deficyty emocjonalne i niższe poczucie wartości, mąż ich nie uzupełni, musisz je w dużej części przepracować sama. Dobrze stawiać w małżeństwie wymagania, ale one nie mogą przekraczać możliwości drugiej osoby. Trzeba też nastawić się na dawanie, zamiast tylko na tym by skupiać się na stawianiu wymagań. Z drugiej strony ciężko dawać, gdy w młodości nie "naładowaliśmy akumulatorów". Zastanawiaj się codziennie co możesz dać od siebie. Może więcej uśmiechu, jakieś dobre słowo, brak podnoszenia głosu, ugryzienie się czasem w język, więcej dystansu, brak obrażania się, brak wypominania, zadbanie o dom, zaproponowanie spędzenia wspólnego czasu. Żeby coś się zmieniło, trzeba zacząć robić coś inaczej niż do tej pory. Pamiętaj, że do kłótni trzeba dwojga. Przemyśl na jakie złe sytuacje patrzą dzieci i myśl co Ty możesz robić aby uniknąć takich sytuacji.

Wracając do początku Twojego wpisu "Próbowałam robić coś na własną rękę, ale do tanga trzeba dwojga."
Myślę, że często na początku wystarczy praca jednej osoby. Tak, wiem, że my mamy tendencje do tego, żeby było "po równo", chcemy brać tyle samo ile dostajemy i żeby zmiany nastąpiły na już i u obu stron. Ale często tak się nie da. Możesz więc skorzystać sama z terapii. Polecam też wspólnotę sycharowską, na ich forum znajdziesz dużo polecanych lektur czy konferencji, także o stawianiu granic. Zrozumienie pewnych mechanizmów pozwala nam funkcjonować.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: