Z ojcem Pierre-Marie Delfieux rozmawia Aneta Kania
Co współczesnemu człowiekowi może powiedzieć milcząca obecność Maryi w Ewangelii i w historii? Czego może go nauczyć?
Współczesny człowiek, skłonny do tego, by niemal wszystko mierzyć miarą skuteczności i wszystko oceniać na podstawie produktywności i prestiżu, może jedynie zadziwić się i szukać wyjaśnień.
Po pierwsze, zdziwi się widząc wielki kontrast między niezwykle dyskretnym miejscem Maryi, matki Jezusa, w całym Nowym Testamencie (w Ewangeliach i listach apostolskich razem wziętych), a istotnym miejscem, jakie już od pierwszych wieków i we wszystkich epokach przyznawane jest Maryi, Matce Boga, Matce Kościoła i Matce ludzi. Cieszy to i zachwyca katolików i prawosławnych. Luteran, zreformowanych i niewierzących dziwi to i zaskakuje, jeśli nie szokuje czy drażni.
Naszą rzeczą jest skłonić ich do refleksji nad przyczyną tego zadziwiającego kontrastu, który – ponad różnymi przerostami „pobożności maryjnej”, mogącej rozrastać się niekiedy do rozmiarów kultu – może pomóc w odkryciu jakiegoś przejawu Bożej woli, wykraczającej daleko poza wszelkie ambicje czysto ludzkich dzieł i urzeczywistniającej słowa Ewangelii: „Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1, 48 nn.). Taki kult maryjny nie jest ludzkim wymysłem powstałym z niczego; ten kult nie utrzymałby się, gdyby sam Bóg nie dawał mu łaski wzrostu i siły do przetrwania. Jak powtarza wielokrotnie całe Pismo Święte: „Wszystko, co Bóg zasadził, przynosi owoce; nie ostoi się nic, czego Bóg nie zbudował”.
Jak odczytać kult Maryi i ogromne tłumy pielgrzymów odwiedzających sanktuaria maryjne na całym świecie?
Współczesnego człowieka nurtują pytania, kiedy widzi, jak niemal na całym świecie przemieszczają się tłumy nie mające w sobie nic z fanatyzmu czy podekscytowania, jak co roku dziesiątkami milionów zmierzają do sanktuariów maryjnych, które wyrosły na czterech stronach świata, od Japonii po Meksyk, przez Europę, Afrykę i Oceanię, a które nazywają się, na przykład Lourdes i Fatima, Guadalupe i Częstochowa, Kibeho i La Salette, Loretto, Banneux, Pontmain itd. Nikt nie byłby w stanie nakazywać tłumom przez całe stulecia, by zdążały do tych miejsc kultu, pomimo tak wielu wyraźnych sprzeciwów, ostentacyjnego sceptycyzmu, podsycanych sarkazmów, gdyby wszystkich tych ludzi nie motywował jakiś głęboki powód i gdyby nie były tam szafowane rzeczywiste dobrodziejstwa, gdyby nie były tam udzielane i okazywane oczywiste łaski.
Może warto zanalizować ten zadziwiający fenomen?
Właśnie naszą rzeczą jest skłonić współczesnych ludzi, jakże złaknionych socjologicznych analiz i psychologicznych objaśnień, do zastanowienia się nad tym milczącym, mocnym i nieustającym świadectwem wszystkich wiernych: wierzą oni w jedynego i jednego Boga, a wspomnienie, figura, świętość Maryi nieustannie i wszędzie wzywają ich do wędrowania do tych wszystkich miejsc, gdzie zapragnęła Ona, z Bożym przyzwoleniem, zwołać wszystkich, którzy Ją nazywają swoją „Matką”, ponieważ rozpoznają w Niej matkę Chrystusa, „Pierworodn[ego] między wielu braćmi” (Rz 8, 29). Nie skończyliśmy badać i zgłębiać „faktu religijnego”, którego źródło i wydźwięk wykracza daleko poza wszelkie wyjaśnienia, jakich mogą dostarczyć nauki humanistyczne. Po prostu dlatego, że jest to fakt „nadprzyrodzony”.
Dziś jakoś szczególnie Kościół odczytuje posłannictwo Maryi z milczących kart Ewangelii – chociażby przez różańcowe Tajemnice Światła.
Oczywiście, ostatecznie nie bez znaczenia jest być Tą, poprzez którą Bóg dał siebie światu! Maryja od początku po prostu pokazuje nam, byśmy żyli tak, jak żyła Ona, w więzi z Chrystusem, Jej Panem i naszym Panem, Jej Bogiem i naszym Bogiem: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). W tych słowach zawiera się wszystko. Milcząca obecność Maryi w Ewangelii staje się wówczas drogą doskonałości dla każdego człowieka, gdyż odsyła do Tego, który jest Słowem Życia i Światłości, i wzywa nas wszystkich: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48).
Jaką rolę pełni Maryja w duchowości wspólnoty Ojca?
Ogromną. Nasze Wspólnoty są poświęcone Maryi i co roku, w święto Zwiastowania, odnawiamy tę konsekrację. Ułożyliśmy w tym celu modlitwę: w formie dialogu przeor, przeorysza, mnisi i mniszki kolejno wypowiadają Maryi pragnienie, aby do Niej „należeć”, by Ona sama i Jej przykład kierowały nami w służbie Chrystusa, w uległości wobec Ducha i na chwałę Ojca. Ten corocznie ponawiany, dobrowolny akt powierza nas opiece Tej, która jest Matką miłosierdzia.
Każdy rozdział naszej Księgi życia wychodzi od źródła, którym jest Trójca, otwiera się na wymiar chrystologiczny i znajduje przedłużenie w odniesieniu do Maryi. Dzięki temu pamiętamy, że jeśli wejście w miłość Trójcy jest celem ostatecznym naszego życia, a zjednoczenie z Chrystusem jest drogą prowadzącą do tego celu, to Maryja pozostaje naszą starszą siostrą i w pewien sposób, po Wniebowstąpieniu, pierwszą spośród nas. Stella matutina, gwiazdą ponad wszelkimi nocami. I stella maris, gwiazdą ponad wszelkimi zawieruchami.
Czego konkretnie na co dzień uczy was Maryja? Czy my, ludzie świeccy, możemy coś od was przejąć?
Nasza „Księga życia” mówi wyraźnie:
„Jako Dziewica, Oblubienica i Matka nauczy cię Ona tajemnicy miłości, sensu dziewictwa, motywów ojcostwa, a nawet tajemnicy macierzyńskiej czułości. Ona, Matka Pięknej Miłości, pomoże ci kochać. Ona, Światło modlitwy, pomoże ci się modlić. Ona, kochająca tajemnicę milczenia, zdradzi ci swój sekret. Ona miłuje i ty umiej miłować” [1].
Dlatego modlitwie do Maryi dajemy tak wiele miejsca w naszych liturgiach, czerpiąc w tym celu zarówno z bogactwa chrześcijańskiego Wschodu, jak i chrześcijańskiego Zachodu, które w odniesieniu do Matki Boga cudownie się uzupełniają. Różaniec często gromadzi nas lub prowadzi – wspólnie lub indywidualnie – do modlitwy wraz z Maryją, wielkimi radosnymi, świetlistymi, bolesnymi i chwalebnymi tajemnicami z życia Chrystusa; Ona pierwsza „zachowywała wszystkie te sprawy” i „chowała wiernie (...) w swym sercu” (Łk 2, 19.51).
Maryja modliła się w swoim codziennym życiu, pośród zgiełku zwykłych zajęć dobrze znanych wszystkim kobietom Jej czasów. Jak powinniśmy patrzeć na naszą codzienność, na pracę? Jak pokochać banalność zwykłego życia?
Istotnie, Maryja nie schroniła się w jakimś konkretnym miejscu ani stanie życia. Nie żyła w klasztorze ani nie podjęła stanu życia konsekrowanego w sensie prawnym. W tym znaczeniu Maryja jest doskonale córką ludzką i doskonale córką Boga. Idzie Ona za przykładem Chrystusa Jezusa, doskonałego człowieka i w pełni Boga. Boga, który stał się człowiekiem, Boga rozmiłowanego w człowieku i człowieka rozmiłowanego w Bogu.
Maryja wiernie i w sposób godny podziwu kroczyła śladami swego Syna, dzieląc – obecnością równie rzeczywistą, co dyskretną – Jego życie ukryte w codzienności Nazaretu i Jego życie publiczne, szła z miasta do miasta, aż po ostatnie wejście do Jerozolimy. W tym względzie Jej milczenie staje się dla nas najdalej posuniętym głoszeniem przesłania Ewangelii. Jest to bowiem milczenie będące wsłuchaniem się bez reszty. Wsłuchaniem całkowitym i stale czujnym. Wsłuchaniem, które zachowuje i przechowuje wszystko, aby bez pośpiechu to zrozumieć i przyswoić po to, by móc całkowicie i w pełni tym żyć.
Z tego, co Ojciec mówi, wynika wezwanie dzisiejszego człowieka do cichej i prostej świętości.
Tak. Taka świętość polega po prostu na tym, by przyjąć w sobie jedyną świętość, jaka istnieje – Tu solus sanctus – czyli świętość Boga. Tak więc Maryja robiła zwykłe rzeczy, ale w niezwykły sposób. Przyjmowała w swojej ludzkiej naturze i w swoim codziennym życiu łaskę Bożą, która jest życiem nadprzyrodzonym i już wiecznym. „Kto słucha słowa mego i wierzy [we Mnie], ma życie wieczne”, mówi Jezus; „ze śmierci przeszedł do życia” (J 5, 24). Tak więc Maryja, Virgo fidelis, całkowicie się otworzyła na „życie ukryte z Chrystusem w Bogu”, właśnie poprzez swoje życie w Nazarecie, w Jerozolimie czy w Efezie, oczekując, aż sama „razem z Nim [ukaże] się w chwale” (Kol 3, 3).
Milczenie Maryi w Ewangelii jest wzorem dla naszej modlitwy. Jaka powinna być nasza modlitwa w szkole Maryi i jaką rolę pełni milczenie w modlitwie?
Milczenie jest istotą modlitwy. Nie tylko dlatego, że stawia nas w klimacie skupienia, sprzyjającym słuchaniu Słowa Bożego (co jest oczywiste), ale przede wszystkim dlatego, że objawia nam istotę tego, co w tajemnicy Boga najpiękniejsze.
Czy rzeczywiście Bóg, który przecież jest Słowem, milczy? Milczy przede wszystkim dlatego, że nas kocha. Jego miłość jest tak czysta, tak wzniosła i tak wielka, że może się wyrażać tylko w milczeniu. Zaś Jego byt jest tak wielki, niewysłowiony i odległy, że żadne ziemskie ucho nie zdołałoby Go usłyszeć. Toteż Jego głos, „wszędzie głoszony”, ale „nigdzie nie usłyszany”, może zostać wysłuchany tylko w ciszy serca.
Milczenie Boga jest tematem bardzo trudnym dla współczesnego człowieka. Tak bardzo jesteśmy wypełnieni agresywnym hałasem codzienności, natłokiem wrażeń, bombardowaniem słów i obrazów. W otaczającym nas świecie nie ma milczenia, nie ma ciszy.
Ale Bóg żyje milczeniem. Milczeniem miłości doprowadzonej na sam szczyt i ukazującej to, co najwznioślejsze w tajemnicy Jego Trójcy, milczeniem wyrażającym się w najczystszej i największej czułości, posuniętej aż do oddawania czci sobie nawzajem. Żyjąc Nim w Jego Obecności jak Maryja, zostajemy jakby od razu pociągnięci ku Niemu, uniesieni ku Niemu, a jeszcze ściślej mówiąc, otwarci na Jego obecność w naszych sercach. „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy” (J 14, 23).
I wreszcie Bóg przemawia w milczeniu. To jest najbardziej zadziwiające w Jego tajemnicy, gdyż w ten sposób, zasłaniając przed nami swoje oblicze i ukrywając przed nami swój głos, zaprasza nas do tego, byśmy szli dalej coraz dalej, i coraz wyżej. Bóg nigdy nie jest tak bardzo Bogiem jak wówczas, gdy wydaje nam się ponad i gdy nam Go brak. Jego milczenie zaprasza nas do nieustającego przekraczania do tego, byśmy, dosłownie, wznosili ku Niemu naszą duszę.
Właśnie to pojęła, tego szukała i tym w cudowny sposób żyła Najświętsza Maryja Panna. I dlatego staje się najpiękniejszym przykładem modlitwy kontemplacyjnej i adoracji takiej, jakiej chce Ojciec: „trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4, 23-24).
Większość ludzi naszych czasów żyje tak jak wy, mnisi i mniszki jerozolimskie, w sercu miast, które najczęściej wydają się bardzo oddalone od Boga. Jakich rad mógłby Ojciec udzielić nam – mieszkańcom miast?
Najpierw przypomnijmy sobie, że Jezus mieszkał w mieście, a Maryja także była kobietą miejską [2]; a mimo tego miasta nie tylko nie przeszkadzały im się modlić, ale wręcz przeciwnie, niosły i pobudzały tę modlitwę, nadawały jej kierunek.
Jeśli człowiek jest „obrazem Boga”, to miasto ludzi jest najpiękniejszym Jego obrazem, jaki może istnieć. „Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”, zostało zaraz na początku powiedziane apostołowi narodów (Dz 9, 6). „Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni w moc z wysoka” (Łk 24, 49), zostaje powiedziane uczniom Pana, gdy odchodzi On z tej ziemi. Przeczytajmy na nowo całe Pismo Święte, a zobaczymy, że miasto w większym stopniu niż góra, pustynia, a nawet Świątynia jest miejscem biblijnym, miejscem teologicznym w najgłębszym znaczeniu.
Miasto może więc mówić nam o Bogu, gdyż jest On „mieszkańcem Jerozolimy”. Może nas do Niego prowadzić, gdyż osadził nas w mieście. Może nas ku Niemu unosić, skoro On zstąpił do miasta, On, „przyjaciel ludzi”. Może nam dawać Boga, skoro On złożył siebie w ofierze w mieście. Może nam pomagać w zjednoczeniu z Bogiem, przeprowadzając nas przez oczyszczający tygiel ascezy, ogień pokus, ciężką próbę miłości, zachęcając nas do „walki o wiarę” (Jud 3), o czystość, radość, pokój. Zaufajmy miastu – ono może nas uświęcić! Ktokolwiek mieszka w mieście, trwając w wierności Słowu Bożemu, tak jak to czyniła Maryja Panna, może być pewien, że właśnie tam jest prowadzony drogą doskonałości, może aż po najwyższe świadectwo męczeństwa, kto wie?
Chyba nie ma wątpliwości, że modlitwa jest życiową koniecznością dla współczesnego człowieka. Bez niej usycha, pogrąża się w duchowym niebycie.
Modlitwa zawsze była dla człowieka sprawą życiowej wagi. A dzisiaj jest nią bardziej niż kiedykolwiek. Człowiek naszych czasów napotyka propozycje tysięcy „rozrywek”, mówiąc językiem Pascala. Tysiące coraz to nowych pokus atakuje jego życie. Maleje praktyka sakramentalna. Zaciera się widzialność Kościoła. Dogmaty toną w potopie synkretycznych opinii. Moralność relatywizuje się i przeradza w laksyzm czy w relatywizm…
Pozostaje modlitwa. Bardziej niż kiedykolwiek, modlitwa! Zadziwiające jest skądinąd, jak wielu ludzi niepraktykujących, zdeklarowanych agnostyków czy ostentacyjnych ateistów przyznaje się do tego, że zachowuje w sercu jakiś tajemny kącik otwarty na modlitwę. Człowiek nie może ani na długo, ani na zawsze obyć się bez unoszenia swej duszy ponad drobne przyjemności czy wielkie troski życia codziennego. „W życiu każdego człowieka gdzieś oczekuje Bóg”, mówi François Mauriac. Współczesny człowiek nie może zapomnieć, że w gąszczu codziennych zajęć bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje przypomnienia o obecności Boga, o ile nie jest to istna dżungla utrapień. Tylko modlitwa pozwala postępować w światłości, żyć w pokoju, kochać w prawdzie. Ta właśnie „konieczność życiowa” skłoniła ludzi do stwierdzenia, że rozpoczynające się stulecie „albo będzie religijne, albo go wcale nie będzie”. Ależ będzie! A zatem musi się w nim odrodzić wielkie pragnienie, by „religijnie unieść duszę ku Bogu”.
Jak przezwyciężać te przeszkody w modlitwie, jakie wydaje się stawiać przed nią miasto? Jak modlić się w mieście?
Wszystko jest przeszkodą w modlitwie: jej niepodatność na doznania zmysłowe, pozorna nieskuteczność, zwykła jałowość, nasze własne lenistwo, nieustająca ochota na rozproszenia i sam szatan, zaciekły wróg modlitwy. Miasto samo w sobie nie odwodzi nas więc od modlitwy. Nie snujmy wielkich marzeń o ciszy pustyni, o głębi lasu, szczytach gór czy skupieniu wsi, które same z siebie i z łatwością miałyby nas prowadzić do modlitwy. W takim razie należałoby rozpaczać z powodu 80 proc. ludzi, którzy mieszkają w metropoliach.
Nie! Miasto nie przeszkadza nam w modlitwie. Ale wzywa nas do innej modlitwy. Chyba największym kościołem w Paryżu jest metro! Musimy uczyć się, obmyślać, wypracowywać i przekazywać nowy sposób trwania na modlitwie w sercu miast. Cudownie to robiła Madeleine Delbrel, apostołka paryskiego „czerwonego przedmieścia”; opisała to we wspaniałej książce Nous autres, gens des rues („My, ludzie ulic”) [3]. Nad tym pracują też nasze Wspólnoty Jerozolimskie, wybierając życie w sercu miast, aby trwać przy sercu żywego Boga. Uczyć się nowej duchowości miejskiej – oto rola miejskich mnichów i mniszek dzisiaj.
W waszej duchowości przykładacie dużą wagę do liturgii. Jest ona z pewnością wielką i wyjątkową modlitwą. Czy w jakiś szczególny sposób jest modlitwą miasta?
Oczywiście, liturgia staje się uprzywilejowanym miejscem i najwyższym wyrazem modlitwy. Zwłaszcza poprzez celebracje eucharystyczne, będące „źródłem, centrum i szczytem” naszego życia. Miasto ze swoimi wielkimi, żarliwymi, czynnie uczestniczącymi, uważnymi zgromadzeniami, może stać się uprzywilejowanym miejscem, zarówno najbardziej autentycznej kontemplacji, jak i najskuteczniejszej ewangelizacji. Nic w istocie nie może lepiej wyrażać i dawać Pana niż „Boska Liturgia”, celebrowana, „bo Twoje jest królestwo, i potęga, i chwała na wieki”. Można wtedy dążyć do „nieustannej modlitwy”, modląc się w mieście, modląc się za miasto, modląc się razem z miastem. I modląc się miastem!
Aneta Kania
Zeszyty Formacji Duchowej nr 23, 2003 r.
_______________________________
Przypisy:
[1] Pierre-Marie Delfieux, Źródło na pustyni miast, 14, § 177, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1990, tłum. Kinga Strzelecka OSU, s. 157.
[2] Por. Pierre-Marie Delfieux, Moine au coeur de la ville („Mnich w sercu miasta”), Bayard 2003, rozdział I, s. 11-18.
[3] Por. oprócz tej książki także Missionnaires sans bateau („Misjonarze nie mający statku”), Ville Marxiste terre de mission („Miasto marksistowskie terenem misyjnym”); wszystkie wydane nakładem wydawnictwa Seuil. Dzieła zebrane Madeleine Delbrel będą wydawane od roku 2004 w Editions Nouvelle Cité.