logo
Niedziela, 05 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Ireny, Katarzyny, Kleofasa, Wincentego – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Jacek Jureczko
Ewangelia słowem i muzyką – dziennik pokładowy
Hallelujah


Czwartkowe przedpołudnie, 14 lipca 2005 roku. Dzwoni telefon. Na wyświetlaczu widzę, że to Tomek z diakonii ewangelizacji wspólnoty Hallelu Jah. Już wiem, że coś ważnego, ale pierwsze pytanie „czy mógłbyś jechać z nami do Bułgarii i grać na basie z 'Czterdziestoma'?” totalnie mnie zaskakuje. Tego się nie spodziewałem. Wyjazd planowany był na wieczór 22 lipca. Czułem gdzieś wewnątrz, że oto 'dokonują się rzeczy nowe'. Zawsze chciałem być tam, gdzie Bóg działa, więc decyzja mogła być tylko jedna – JADĘ. Tak rozpoczęła się dwutygodniowa przygoda ewangelizacyjna.
 
Dzień 1 – niedziela (24.07)
 
5:30. Jesteśmy w końcu na miejscu w Sofii. Trzydzieści długich godzin w samochodzie i jeszcze więcej rozmyślań o tym, co mnie tam czeka. Jestem w najgorszym położeniu z całej ekipy, najpóźniej dołączyłem i nie miałem pojęcia o panującej w Bułgarii kulturze, o historii chrześcijaństwa w tym kraju, a nawet o pogodzie. Na miejscu poczułem się jednak jak u siebie w Polsce... tylko 15 lat temu. Sofia, stolica Bułgarii. Pierwszy przystanek w naszej pielgrzymce.

Pierwszy dzień prawie w całości przespaliśmy wstając tylko na wieczorną mszę świętą. W parafii św. Józefa pracuje polski ksiądz! Liturgia po bułgarsku, Ewangelia po polsku. Na szczęście msza św. tak samo sprawowana jak u nas, więc nie było trudno zrozumieć, co jest treścią modlitw. Po Eucharystii spacer, wieczorna modlitwa i oczekiwanie na pierwszy dzień koncertów ewangelizacyjnych. Podczas wieczornej modlitwy gram na przypisanym mi instrumencie i zdaję sobie sprawę... mogę nawalić...
 
Dzień 2 – poniedziałek (25.07)
 
Wstajemy jeszcze zmęczeni podróżą. Wszyscy czujemy narastającą radość i niepewność co do dzisiejszego koncertu. Chcemy dać z siebie wszystko na chwałę Boga. Andrzej Dziewit animował nasze modlitwy i głosił słowa zachęty. Zmęczenie nie pozwala mi jeszcze cieszyć się wyjątkowością miejsca i czasu, a Andrzej już poczuł 'klimat'. Zaprawia nas do boju, zachęca, motywuje. Będzie to robił przez wszystkie dni. Bardzo tego potrzebowałem.
 
Po modlitwie wspólnotowej czas na 'namiot spotkania'. Na czas po obiedzie zaplanowaliśmy wszystkie próby – pantomimy, muzyka. To moja pierwsza próba z całym zespołem. Jakże się bałem! Czy dam radę? Skończył się beztroski czas przygotowań i cmokań zachwytu mojej kochanej żony. Nadszedł czas, którego się obawiałem.
Pierwszy koncert ma się odbyć w Parku Południowym w Sofii o godz. 20. Miejsce piękne, ale widownia niepewna. Kto przyjdzie? CZY W OGÓLE KTOŚ PRZYJDZIE??. Uświadamiam sobie, że do Pana należy czas i miejsce. On chce zbawiać Bułgarów, On chce umacniać swój Kościół – naszą rolą jest tylko dać siebie do dyspozycji. Te myśli mnie uspokajają, przestaję się bać porażki i pustego parku.
 
Koncert przebiegał dobrze, ludzie też dopisali. Jak to wyglądało?

Najpierw mozolne podłączanie sprzętu. Nagłośnienie ustawia Robert, który dwoi się i troi, by wszystko grało tak jak należy. Rzutnik i ekran – tu przoduje Tomek. Cała wspólnota zaangażowana jest w szybkie i sprawne przygotowanie sprzętu. Rozpoczynamy półgodzinnym koncertem, by zachęcić ludzi do oderwania się od spacerów w innych częściach parku. Wszystkie teksty wyświetlane są na ekranie w języku bułgarskim. To ważne. Wszyscy wiedzą, o czym śpiewamy. Następnie pantomima zatytułowana „breakout”, a po niej świadectwo Marcina tłumaczone na żywo na język bułgarski . Ludzie zasłuchani. Nigdy nie brali udziału w takim widowisku. Widać, że nie spodziewali się czegoś jeszcze poza muzyką. W dalszej części gramy kolejne utwory, by przerwać kolejno na pokaz ‘zionięcia ogniem’, scenkę „Misterium” oraz orędzie Dobrej Nowiny głoszonej przez Andrzeja Dziewita.
 
Atmosfera staje się coraz bardziej modlitewna. Andrzej zachęca ludzi do dokonania wyboru Jezusa, a zespół gra „Dwie drogi”. Ludzie mają czas na chwilę zastanowienia. Bułgarski tekst śpiewanej piosenki nie pozwala oderwać myśli od konieczności wyboru: Wybieraj, wybieraj, wybieraj jedną z dróg... Bułgarzy zaczynają podchodzić, klękają koło Andrzeja, a my ogłaszamy Tylko Jezus, tylko Jezus, tylko Jezus Panem jest... Kończymy po godzinie dwudziestej drugiej. Część wspólnoty zwija sprzęt, inna część modli się z miejscowymi. Trzeba lądować... ruszamy do naszego miejsca noclegu, by udać się na odpoczynek. Podczas wieczornej modlitwy odczuwamy ból tej ziemi. Bułgaria wcześniej niż Polska przyjęła chrześcijaństwo, ale komunizm w dużej mierze przetrzebił wyznawców Jezusa. Ludzie umierali za swoją wiarę. Jako Polacy wiemy, co to walka o niepodległość, co to tradycja ojców i przywiązanie do Kościoła. Potrafimy współczuć Kościołowi w Bułgarii. Jesteśmy tu po to, by umacniać, zachęcać, budować i nawoływać do odnowy wiary.
 
Dzień 3 – wtorek (26.07)
 
Postanowiliśmy 'poczuć duchowy klimat' Bułgarii i udaliśmy się w podróż do monastyru w Rile. To tutaj Jan Paweł II przyznał, że jest to duchowa stolica tego kraju. Piękne ikony. Każdy modli się sam odkrywając 'inne' chrześcijaństwo. Krótki spacer i powrót do Sofii na drugi koncert.
 
Tego wieczoru gramy w bardzo nietypowym miejscu – w ogródku piwnym. Właściciel liczył na dodatkowych klientów... my też! Z jednym wyjątkiem – my głosiliśmy wolność od narkotyków, wolność od uzależnień. Był to – w moim odczuciu – najmocniejszy koncert. A wszystko to przez poprzedzające go wypadki. Podczas przygotowania sprzętu naszemu perkusiście, Januszowi, 'zniknął' samochód. Szok, zdziwienie, bezradność. Na pewno ukradli! Okazało się jednak, że samochód stał w niedozwolonym miejscu i został odtransportowany na policyjny parking. Z tego powodu koncert opóźnił się o godzinę i zostało nam tylko sześćdziesiąt minut ... ale czy godzina na koncert i na orędzie to nie za mało? NIE! Pan działał! My mieliśmy dodatkową motywację do grania, a Darek i Andrzej do głoszenia. Wiedzieliśmy, że Pan zniweluje działanie złego, my będziemy jeszcze bardziej umocnieni. Tak też się stało. Po koncercie razem z grupką Bułgarów pojechaliśmy na miejsce naszego noclegu. Podziękowaliśmy Panu za Jego dobroć i miłość. To nasza ostatnia noc w Sofii.
 
Dzień 4 – środa (27.07)
 
Tego dnia mieliśmy grać w Plewen, ale miejscowe władze nie wyraziły zgody. Drzwi zamknięte... postanawiamy grać tam, gdzie będziemy nocować – u ojca Stanisława w Asenowie. Bierzemy udział w wieczornej mszy św., potem kolacja i koncert. Nie ma dla nas znaczenia miejsce, chcemy ogłaszać wielkie dzieła naszego Boga! Na koncert przyszła cała katolicka część wioski. Starzy i młodzi, dorośli i dzieci. Dobra atmosfera, wspaniałe przyjęcie, choć sąsiedzi starali się nam przeszkadzać. Naszą obecnością umacniamy naszych braci i siostry. Na marginesie dodam, że w Plewen znajduje się tylko jedna kaplica rzymsko-katolicka. Nikt nie domyśli się gdzie... w piwnicy jednego z bloków.
 
Dzień 5 – czwartek (28.07)
 
Rano spotkanie modlitewne, a potem wyjazd do Bardarskiego Gerana. Jedziemy w wielkim upale dwieście kilometrów. Ku naszej radości jeden z ojców franciszkaninów odprawia dla nas Eucharystię w naszym języku! Pierwsza taka msza w Bułgarii. Scenariusz podobny jak w inne dni: koncert, świadectwa i pantomimy. Andrzej głosi orędzie. Scenariusz taki sam, ale działanie Boże ciągle świeże i nowe. Zawsze jesteśmy zaskakiwani. O ile w Sofii był najlepszy koncert (muzycznie), o tyle tutaj przeżywamy prawdziwą radość razem z miejscowymi. Dzieci tańczą, ludzie się modlą. To wspaniałe doświadczenie widzieć ludzi modlących się w Bułgarii. Wbrew pozorom to nie takie powszechne. Po koncercie modlimy się jeszcze nad małą grupą młodzieży. Powrót do Asenowa. Na miejscu jesteśmy wpół do drugiej na ranem. Po pracy czas na odpoczynek. Ostatnia noc w tym jakże gościnnym miejscu.
 
Dzień 6 – piątek (29.07)
 
Teraz jedziemy do Szumen. Wyjeżdżamy przed południem, by zdążyć na koncert, który ma się odbyć w stutysięcznym mieście. Władze zgodziły się na 'świecki' koncert pod hasłem 'wolność od narkotyków'. Docieramy do miasta na tyle wcześnie, by zdążyć zjeść tzw. obiad. Tutaj poznajemy ojca Jacka Wójcika CR, z którym spotkamy się jeszcze w Warnie. Szumen - to placówka mu podległa. Znajduje się tu kaplica. Ilu katolików może być w takim stutysięcznym mieście? Ojciec mówi, ze na niedzielne msze chodzi stale ta sama grupa 25 osób! Trudno nam sobie to wyobrazić... Koncert rozpoczęliśmy bardzo ostrożnie (takie mieliśmy zamiary), ale z czasem przestaliśmy się krępować świeckością naszego koncertu: Marcin i Darek odważnie obwieścili swoje świadectwa. Jak zwykle Andrzej ogłosił wolność w Jezusie. Nocowaliśmy u sióstr benedyktynek, gdzie poznaliśmy byłego proboszcza z Bardarskiego Gerana (36 lat posługi w tamtejszej parafii).
 
Dzień 7-8 – sobota-niedziela (30-31.07)
 
Teraz wyprawa do Malko Tarnowa, małej mieściny położonej niedaleko tureckiej granicy. Przed nami kilkugodzinna jazda w upale... boli, ale warto. Docieramy – jak zwykle – na granicy przyzwoitości. Szybka kolacja i koncert. Tutaj przeżywamy wspólnotowy kryzys. Mamy już dosyć wszystkiego. Na domiar złego mało ludzi na ewangelizacji i nikt nie wychodzi do modlitwy. Tym razem nawet nie siejemy, a jedynie staramy się wbić łopatę w twardą ziemię. Jutro niedziela, planowaliśmy w nocy jechać do Warny, by grać na dwóch mszach św., ale ojciec Łucjan Bartkowiak CR, prowadzący parafię greko-katolicką prosił, byśmy nie popełniali tego szaleństwa – zwłaszcza, że zapowiedział już nasz udział w przedpołudniowej Eucharystii. Mieliśmy nadzieję na wolny dzień w Warnie, a tu zostajemy... pogłębiło to nasz wewnętrzny, wspólnotowy kryzys.
 
Zostaliśmy... bolało, ale cóż. Po mszy świętej i posiłku ruszamy w dalszą drogę. Ciągnęło nas do morza. W Warnie byliśmy około szóstej wieczorem i od razu poszliśmy na plażę. Baaardzo potrzebowaliśmy tej chwili. Ciepła woda w morzu – jak wiadomo – pomaga wyjść z kryzysów. Tak więc wieczorna modlitwa była pojednawcza – przepraszaliśmy Boga i siebie za swoje humorki. Ja ciągle miałem ‘doła’...
 
Dzień 9 – poniedziałek (1.08)
 
Poranna modlitwa poprzedzona dobrym śniadaniem, a potem plaża! Nawet nie wiedziałem, jak bardzo 'cielesny' jestem. Trzy godziny w wodzie i poobiednia drzemka odnowiła nasze siły. Po południu nad Warną rozszalała się gwałtowna burza. Czy koncert się odbędzie? Czy ludzie dopiszą? Kolejna lekcja od Pana Boga – On jest organizatorem! Pogoda dopisała, ludzie przyszli... graliśmy, świadczyliśmy... to ostatni koncert w Bułgarii.
 
Dzień 10 – wtorek (2.08)
 
Rano Eucharystia w języku polskim – drugi raz! Teraz długa droga do Kopriwsztica (nie mogę tej nazwy wymówić), gdzie mieliśmy przenocować po raz ostatni w Bułgarii. Docieramy po 22:00, szybki sen, bo o 5:30 pobudka i jazda do Czech.
...
 
Dzień 12 – czwartek (4.08)
 
Przed 10 rano jesteśmy w Trutnowie (Czechy). Ile godzin jechaliśmy? Sporo...
O 12:00 obiad, a po obiedzie spanie do 17:00. To już finisz. Ostatni koncert, ostatnia ewangelizacja i do domu. Obsada jednego samochodu postanowiła przenocować, a trzy inne po koncercie planowały już mały skok do Polski.
Tego wieczoru ręce nam marzły. Szok termiczny. 14 stopni to wszystko co pokazywały termometry. Byliśmy już na tyle zgraną ekipą, że wiedzieliśmy, co do kogo należy. Minął kryzys i aż żal było kończyć. Zapomniałem dodać, że przed koncertem mieliśmy przywilej uczestniczyć we mszy świętej. Po orędziu Andrzeja kilku młodych ludzi zostało, by się z nami modlić. Ksiądz nie znał tych osób, nie należeli do grona praktykujących. Jakże wielka radość z nawrócenia grzeszników.
 
...Na koniec
 
Dwutygodniowy wyjazd misyjny został zorganizowany przez katolicką wspólnotę charyzmatyczną HALLELU JAH (www.hallelujah.pl) przy współpracy i czynnym uczestnictwie zespołu 40i30na70 (www.czterdziestu.pl)
Ze strony bułgarskiej zostaliśmy zaproszeni przez:
- o. Jacka Wójcika CR z parafii św. Michała Archanioła z Warny
- Caritas Sofia
a osobą, która wszystkiego doglądała, jeździła, tłumaczyła, załatwiała, troszczył się o nas to Darina. Dzięki jej zaangażowaniu nasz wyjazd do Bułgarii doszedł do skutku.
 
Tłumaczka tekstów zespołu na bułgarski to Blagovesta Natcheva. Na scenie (świadectwa, pantomimy, zapowiedzi) towarzyszyła nam i tłumaczyła nas Darina Kaykowa, bez której nie bylibyśmy zrozumiani przez Bułgarów.
Dla mnie było to bardzo znaczące wydarzenie. Każdy z nas poświęcił swój prywatny urlop, by uczestniczyć w nieziemskim czasie głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie.
Drodzy, wspomnijcie w waszych modlitwach Bułgarię, księży pracujących w tym kraju (jest ich tam tylko 67!), jak i trwających w wierze braci i siostry.
 
Jacek Jureczko
 
 
 



Pełna wersja katolik.pl