logo
Wtorek, 10 grudnia 2019 r.
imieniny:
Danieli, Bohdana, Julii, Romaryka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
br. Szymon Janowski OFMCap
Duchowa autoagresja
Profeto
fot. Joshua Fuller | Unsplash (cc)


O grzechu pierworodnym opowiada Księga Rodzaju. Człowiek, zmanipulowany przez Złego, zaczyna wierzyć, że Bóg chce go ograniczać lub coś przed nim ukrywać. Stąd tragiczna decyzja pierwszych ludzi o przekroczeniu Bożego zakazu – „Z drzewa poznania nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, na pewno umrzesz!”. 
 
Pierwszym skutkiem złamania zakazu, i w pewnym sensie momentem, w którym pojawia się zapowiedziana przez Boga śmierć, jest scena rozmowy Adama z Bogiem. Bóg pyta: Gdzie jesteś?, na co Adam odpowiada: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się bo jestem nagi i ukryłem się! (Rdz 3, 9-10). 
 
Strach i ucieczka. A do tego oskarżenia i pewnie jeszcze poczucie winy i zagrożenia – ze strony Pana Boga i drugiego człowieka. Czuć to mocno w kolejnych słowach Adama: Niewiasta (drugi człowiek) którą (TY Panie Boże! To przez was!) postawiłeś przy mnie dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem.
 
Ten dramat pojawia się także w życiu dzieci Adama i Ewy. Ciekawe co działo się w sercu Kaina, kiedy składał ofiarę z ponurą twarzą… Bóg pytał go wtedy: Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? 7 Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować (Rdz 4, 6-7). Chwilę potem Kain rzuca się na Abla i zabija go. 
 
Te dwa obrazy pokazują źródło i skutek grzechu pierworodnego. Rany, która ciągle gdzieś otwiera się i w naszym sercu. 
 
Jednym ze skutków tego co wydarzyło się u początków stworzenia jest zjawisko, które możemy nazwać duchową autoagresją. Zaczyna się wtedy, kiedy wsłuchujesz się w manipulacje Złego, kiedy zaczynasz ufać tylko temu co jest w twoim (mimo wszystko zranionym grzechem) sercu. Co się wtedy dzieje? Czujesz, że może miłość Boga jest, ale niekoniecznie dla ciebie, że nie zasługujesz na nią, bo nie jesteś wystarczająco dobry, kochający, że w ogóle jesteś dość kiepskim chrześcijaninem. To moment, w którym już osłabiony zaczynasz kaleczyć się dalej – odkładasz spowiedź, bo przecież nie możesz być tak pyszny, żeby ZNÓW prosić Boga o przebaczenie, bo jesteś AŻ TAK wielkim grzesznikiem, że nie znajdziesz przebaczenia... Co idzie za tym? Bez sensu jest jakakolwiek modlitwa, bo po co? Komunia Święta? Nie mogę! Bo przecież nie byłem u spowiedzi. Tak bardzo chcę to naprawić, ale przecież jestem najgorszym chrześcijaninem świata. Więc to nie ma sensu. Trwasz gdzieś pomiędzy tęsknotą za Bogiem i pragnieniem bycia Jego dzieckiem a poczuciem, że powinieneś natychmiast iść do piekła. Błędne, chore koło…
 
Lekarstwo? Jest bardzo proste. 
 
Przestań się skupiać na sobie. I zacznij słuchać tego, co mówi sam Bóg. 
 
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.”
 
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.”
 
Spowiedź i Eucharystia. Odwagi! 
 
br. Szymon Janowski OFMCap
profeto.pl | 2 lutego 2019 
 
 



Pełna wersja katolik.pl