logo
Wtorek, 10 grudnia 2019 r.
imieniny:
Danieli, Bohdana, Julii, Romaryka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
ks. Marek Dziewiecki
Duch czyni nas ludźmi
Idziemy
fot. Farid Askerov | Unsplash (cc)


Gdy obserwujemy bliźnich wokół nas, dostrzegamy ogromne nieraz różnice w ich sposobie myślenia, przeżywania i postępowania. Czasem można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z różnymi gatunkami ludzi. Jedni w swoim postępowaniu są podobni do zwierząt, a inni – do aniołów.
 
Radykalne wręcz różnice między ludźmi, jeśli chodzi o sposoby przeżywania i wyrażania człowieczeństwa, mogą nas zaskakiwać, gdyż Bóg nikogo nie stwarza przecież jako człowieka drugiej kategorii. Stwórca wszystkich kocha nieodwołalnie i wszystkim daje tę samą ludzką naturę i godność dziecka Bożego. Każdego z nas bez wyjątku stwarza na swój obraz i podobieństwo. Jak zatem wytłumaczyć to, że jedni z nas ofiarnie kochają, a inni drastycznie krzywdzą, jedni panują nad sobą, a inni stają się niewolnikami ciała, popędów czy emocji, jedni stają się coraz bardziej podobnymi do Boga, a inni swoim postępowaniem przypominają raczej złego ducha?
 
Zaskakujące i skrajne nieraz różnice w sposobie bycia człowiekiem tylko po części wynikają z różnic cielesnych czy psychicznych. W obu tych sferach jesteśmy bowiem – poza przypadkami poważnych chorób czy patologii – podobni do siebie. Odczuwamy podobne potrzeby cielesne. Podobnie działają w nas popędy, instynkty i hormony. Mamy podobne mechanizmy myślenia, a także podobne sposoby emocjonalnego reagowania na to, co dzieje się w nas i wokół nas. Znacznie większe natomiast różnice odnotowujemy w sferze duchowej, czyli w sposobie wychowania, w wyznawanych wartościach i zasadach moralnych, we wrażliwości sumienia, w otwartości na Stwórcę.
 
Dyktatura ciała?
W pierwszych fazach istnienia jesteśmy skupieni na sferze cielesnej. Nie mamy jeszcze pojęcia, jakie możliwości w nas tkwią, ani że ciało to tylko jeden z wymiarów naszego człowieczeństwa. Ciało potrafi natarczywie upominać się o swoje potrzeby. Po swojemu „krzyczy”, gdy jest zmęczone czy głodne. Niemowlęta i małe dzieci czynią to, czego w danym momencie chce ich ciało. To ono decyduje, kiedy śpią, kiedy upominają się o pokarm, kiedy się bawią, a kiedy płaczą. To właśnie dlatego małe dzieci z reguły zachowują się w podobny sposób. W pierwszych latach naszego życia to ciało rządzi nami, a nie my rządzimy ciałem. Problem pojawia się, gdy ktoś zatrzymuje się w tej fazie rozwoju, czyli gdy nie uczy się kierować swoim ciałem, lecz jemu we wszystkim się podporządkowuje. Taki człowiek również jako dorosły podporządkowuje się ciału, jakby nadal był dzieckiem. W konsekwencji nie jest w stanie kochać ani wypełniać obowiązków, do których się zobowiązał. Bywa nieobliczalny dla otoczenia i dla samego siebie, gdyż nieobliczalne jest zachowanie człowieka, nad którym władzę sprawują instynkty, popędy czy hormony.
 
Pułapki psychiki
Ogromna większość ludzi nie zatrzymuje się na tej fazie rozwoju, w której ciało jest w centrum uwagi i w której to ono decyduje o naszym zachowaniu. Niemal nikt z nas nie redukuje samego siebie jedynie do cielesności. Tylko nieliczni przez całe życie doczesne robią wyłącznie to, co chce ich ciało. Normalny rozwój oznacza, że stopniowo odkrywamy w nas to, co nazywamy sferą psychiczną. Zaczynamy świadomie myśleć i wchodzić w kontakt z naszymi emocjami. Doświadczamy innych, niż tylko cielesne, motywy działania. U nastolatków sfera psychiczna zaczyna rywalizować ze sferą cielesną. W tej fazie młodzi ludzie nadal silnie odczuwają potrzeby związane z ciałem i popędami, ale też coraz ważniejsze stają się dla nich ich przekonania, stany emocjonalne, relacje międzyludzkie, pasje i aspiracje.
 
Duchowość jest błogosławieństwem
Rozwój duchowy sprawia, że człowiek zaczyna wchodzić w pełnię człowieczeństwa. Dzięki duchowości odkrywa radykalną różnicę między sobą a zwierzętami. Zaczyna rozumieć, dlaczego – w przeciwieństwie do zwierząt – potrafi dokonywać świadomych wyborów, kochać i być moralnie odpowiedzialnym za swoje zachowanie. Biblia wyjaśnia, że nasze ciało ulepił Bóg z materii, ale człowiekiem, czyli kimś podobnym do Niego, a nie do zwierząt, staliśmy się dopiero wtedy, gdy w nasze ciało Stwórca tchnął coś z siebie, czyli swego ducha.
 
Dzięki duchowości może zrozumieć, kim jesteśmy i jaki jest sens naszego istnienia. Tego nie wie ani nasze ciało, ani nasza psychika, gdyż obydwie te sfery są jedynie fragmentem naszego człowieczeństwa. Sfera duchowa uzdalnia nas do spojrzenia na siebie z perspektywy całego człowieczeństwa. Otwiera nas na Boga, który objawia nam pełną prawdę o nas i wskazuje takie sposoby bycia człowiekiem, które prowadzą do trwałej radości.
 
Duch integruje

Biedny jest człowiek, o którego postępowaniu decyduje ciało, subiektywne myślenie czy stany emocjonalne. Taki człowiek staje się groźny i nieobliczalny w swoim postępowaniu. Może drastycznie skrzywdzić nie tylko bliźnich, ale również samego siebie. Tak się dzieje wtedy, gdy ktoś nie panuje nad apetytem czy popędem seksualnym, gdy nałogowo oszukuje samego siebie, bo ucieka od prawdy o własnym postępowaniu, czy gdy opuszcza małżonka i dzieci oraz łamie sumienie, bo kieruje się zakochaniem, zamiast kierować się miłością i odpowiedzialnością. Jedynym skutecznym remedium na tego typu zagrożenia jest rozwój duchowy.
 
Sfera duchowa daje nam szansę na mądre kierowanie ciałem i duchem. Nie chodzi tu jednak o zwycięstwo ducha nad pozostałymi sferami człowieczeństwa, lecz o taką integrację wszystkiego, co jest w człowieku, byśmy mogli całym sobą komunikować prawdę, dobro i piękno, czyli to wszystko, co składa się na miłość. Tylko dzięki sferze duchowej człowiek może stawać się panem i przyjacielem całego siebie. Jedynie człowiek duchowy nie walczy z ciałem ani psychiką, lecz dba o harmonijny rozwój we wszystkich sferach. Tylko człowiek ducha jest w stanie mądrze dbać o ciało. Brak duchowości oznacza, że panuje w nas chaos, że nie rozumiemy samych siebie, że próbujemy szukać szczęścia po omacku czy metodą prób i błędów. Usiłujemy uszczęśliwić całego siebie poprzez to, że sprawiamy chwilową przyjemność jakiejś cząstce siebie, np. ciału czy emocjom. Taka postawa nie może jednak prowadzić do szczęścia, gdyż to nie ciało czy emocje mają być szczęśliwe, lecz człowiek – cały człowiek. Brak duchowości sprawia, że ludzie młodzi, zdrowi, utalentowani i bogaci odbierają sobie życie, a dojrzała duchowość prowadzi do tego, że ludzie w podeszłym wieku, schorowani i biedni promieniują radością i pogodą ducha.
 
Ciało i emocje czynią nas podobnymi do zwierząt. W człowieczeństwo wchodzimy wtedy, gdy otwieramy się na świat ducha. Stajemy się wtedy więksi od samych siebie, bo zaczynamy w najpiękniejszy z możliwych sposobów przeżywać i komunikować nasze bycie człowiekiem, czyli kimś podobnym do Boga. Rozwój duchowy nie jest spontaniczny. Dziecko poprosi raczej o coś do zjedzenia niż o coś do przemyślenia. Nastolatek czy człowiek dorosły skupia się raczej na emocjach niż na pytaniu o sens życia. Duchowość wymaga troski i dyscypliny. To właśnie ta sfera czyni nas ludźmi, którzy potrafią kochać i cieszyć się istnieniem, gdyż miłość i radość to nie owoce ciała czy psychiki, lecz stan ducha.
 
ks. Marek Dziewiecki
Idziemy nr 48/2017 
 
 



Pełna wersja katolik.pl