logo
Niedziela, 11 października 2026 r.
imieniny:
Aldony, Brunona, Emila, Firmina, Aleksandra – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Dorota Mazur OV
Doświadczyć Boga Żywego
materiał własny
fot. Bushra Islam | Pexels (cc)


Kiedy Pan Bóg daje swoje Słowo, jest wierny. Daje konkretną obietnicę i jej dochowuje, szanując wolność człowieka i działając w najbardziej odpowiednim czasie.

 

Rok 2025 był dla mnie czasem trudnym i pełnym wyzwań. Czasem zmagań, w których zamiast pytania: "dlaczego?" miała miejsce przemiana wewnętrzna, szykująca serce i duszę na dotkniecie przez Boga.


Po czasie spędzonym na dwóch intensywnych terapiach w przeciągu dwóch tygodni (w związku ze śmiercią mamy w kwietniu i zapaścią z zawałem taty w maju) przyszła i kolej na ingerencję zdrowotną u mnie w połowie listopada. Operacja kręgosłupa szyjnego "wisiała" już nade mną od dłuższego czasu, ale nie było to możliwe wcześniej z wielu względów życiowych. W okresie tego "oczekiwania na właściwy czas operacji", kiedy zjawiałam się na wizytach u zajmującego się mną neurochirurga, to podczas pierwszej z nich wstąpiłam do szpitalnej kaplicy. Wówczas "zrzuciłam" wszystko na Pana Boga - moje wątpliwości, obawy i strach, bo przecież to ingerencja na kręgosłupie i człowiek po ludzku boi się zawsze najgorszego - mimo, że miałam świadomość empatii, zrozumienia i życzliwości ze strony lekarza, a przede wszystkim jego doświadczenia i bardzo dobrej opinii, co do fachowości "cięcia". Pod koniec mojej modlitwy w kaplicy miałam przekonanie wewnętrzne, że dana mi została obietnica: "gdy przyjdzie czas operacji, zoperuje cię TEN lekarz i TU, w tym szpitalu".


Kiedy nadszedł odpowiedni w zamyśle Boga czas, znalazłam się w listopadzie 2025 na izbie przyjęć - a minęły niemal trzy lata od owego wspomnianego doświadczenia w kaplicy szpitalnej. Miałam przekonanie, że mam to zrobić, choć nie było to łatwe - mając starszego tatę, który owdowiał pół roku wcześniej i choć cienia nadziei dodawała świadomość, że Mama z nieba będzie czuwać, to stres nie minął, a konieczna była logistyka - jedna z koleżanek musiała mnie przywieźć z miejsca zamieszkania do tego oddalonego od domu o 130 km szpitala, a inna miała mnie odebrać po wypisie. Prócz stresu i logistyki pojawiła się próba wewnętrzna - poczucie samotności, bo nikt fizycznie nie mógł mnie z racji odległości i środka tygodnia odwiedzić (choć kontaktowali się telefonicznie na bieżąco przez te dni spędzone w szpitalu i dawali dobre słowo). Ale, że nie byłam sama, miałam doświadczyć wprost w niedługim czasie od przyjęcia. Kiedy zajęłam przydzielone mi łóżko, wiedziałam, że czeka mnie do końca dnia kilka badań przedoperacyjnych, jednak - z racji, że byłam przyjęta jako pierwsza spośród przyjmowanych tego dnia pacjentów - miałam czas, by "zlokalizować" kapelana. Po zasięgnięciu informacji od pielęgniarki dowiedziałam się, że nie przychodzi on we wszystkie dni na oddział, ale tylko co dwa dni i akurat jest ten dzień przestępny. Jednak - jestem przekonana, że z Bożej łaski - dodała, że mogę napisać do niego sms lub zadzwonić, bo numer znajduje się na tablicy informacyjnej. Odważyłam się napisać - że mam świadomość, że to nie dzień na ten oddział, ale z racji konieczności dojechania na 8.00 rano nie miałam możliwości bycia na Eucharystii, a przed mającą odbyć się następnego dnia operacją jest we mnie pragnienie przyjęcia Pana Jezusa... Po niecałych pięciu minutach otrzymałam zwrotny sms, że kapelan zjawi się …. za kwadrans.


Pan Bóg podczas konsekracji dał mi obietnicę: "Tyś MOJĄ", postawił na mojej drodze tego konkretnego lekarza, dał Słowo, że operacja będzie w tym konkretnym miejscu i kiedy Boży plan względem mnie zaczął się realizować w konkretach, dał poczucie obecności obok jako BOGA ŻYWEGO. Kapelan zjawiał się w czasie mojego pobytu każdego dnia.


Innym cennym momentem podczas pobytu w szpitalu, dającym poczucie obecności Boga Żywego, był fakt, że gdy w niedługim czasie wizyty kapelana w pierwszym dniu pobytu w szpitalu poszłam do kaplicy poadorować Jezusa ukrytego w tabernakulum, zastałam w kaplicy kapelana modlącego się przy wystawionym Najświętszym Sakramencie. Nie było wówczas w rozpisce kaplicy czasu adoracji - choć w określone dni sprawowana była Eucharystia, ale owa Adoracja nie byłą "planowa". Poza kapelanem nie było innych osób w kaplicy, a ja doświadczyłam spełnienia się biblijnych słów: "Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma" (Ps 55,23) oraz "Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał" (Ps 37,4-5)

 

Dorota Mazur OV

 
 


 

Pełna wersja katolik.pl