logo
Niedziela, 05 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Ireny, Katarzyny, Kleofasa, Wincentego – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
ks. Sławomir Kołata
Być uczniem
Apostoł Zbawiciela


 „Uczeń to osoba pobierająca naukę. Dawniej młody człowiek oddany do cechu, przyuczany do rzemiosła, określany także jako terminator. Obecnie w Polsce uczeń to osoba uczęszczająca do szkoły podstawowej lub gimnazjum i realizująca obowiązek szkolny (dzieci i młodzież w wieku od 7 do około 16 lat) oraz uczęszczająca do jednej ze szkół ponadgimnazjalnych i realizująca obowiązek nauki. Osoby dorosłe uczęszczające do szkół dla dorosłych są nazywane dla odróżnienia słuchaczami” – taką oto definicję ucznia znajdziemy w popularnej internetowej wikipedii. Definicja ta, jak się wydaje, znacznie zawęża treść i sens pojęcia „uczeń”. Sugeruje, że tylko młody człowiek, i to tylko w określonym wieku, może być uczniem. A przecież wszystkim znane jest przysłowie mówiące, że „Człowiek uczy się całe życie”. Zawsze jest więc czas na naukę. Coraz częściej słyszymy o tzw. uniwersytetach trzeciego wieku. Na niektórych uczelniach organizowane są kierunki przeznaczone dla osób przeżywających jesień swojego życia, bowiem na naukę nigdy nie jest za późno. Definicja ucznia czyni rozróżnienie między uczącymi się nastolatkami a osobami starszymi. Według niej, osoba dorosła, która studiuje, powinna być nazywana słuchaczem, a nie uczniem. To kwestia nazewnictwa. Dla potrzeb niniejszego artykułu załóżmy, że uczniem może być każdy człowiek, niezależnie od wieku.
 
Spróbujmy się skupić nie tyle nad tym, kto może być uczniem, ile raczej na tym, jak być uczniem, i to dobrym uczniem. Gdyby w przytoczonej definicji poprzestać na pierwszym zdaniu, a mianowicie, że uczeń to osoba pobierająca naukę, wówczas w naszych rozważaniach nie będziemy ograniczeni tylko szkolną czy nawet uniwersytecką ławką. Aby się czegoś nauczyć, nie potrzebujemy przecież tylko krzesła, biurka i dobrego podręcznika. I tu konieczne jest wyraźne rozróżnienie, potrzebne dla dalszego toku naszego rozumowania. Chodzi bowiem o to, czy w uczeniu się ważniejsze jest zdobywanie konkretnych wiadomości, czy raczej nabywanie życiowej mądrości. Można powiedzieć, że współczesny świat albo utożsamia wiedzę z mądrością, albo preferuje wiedzę, nie zważając na mądrość. Tymczasem mądrość jest twórcza, ponieważ nie pozostaje na poziomie rozstrzygnięć: wiem – nie wiem, ale szuka dobra. Dzięki mądrości człowiek umiejętnie wykorzysta w życiu poznane wcześniej zasady. Można zatem dużo wiedzieć, ale wiedzy tej nie umieć wykorzystać dla dobra, a to przecież powinno być w życiu najważniejsze.
 
Co więc należy robić, by być dobrym uczniem, niepoprzestającym na zdobywaniu szkolnej czy encyklopedycznej wiedzy, ale szukającym mądrości życiowej?
 
Po pierwsze, konieczne jest przyznanie się do swojej niewiedzy i chęci stałego poszerzania myślowych horyzontów. Niezależnie od tego, ile mam lat, mogę i powinienem być uczniem. Jeden z moich seminaryjnych wykładowców zdobywanie wiedzy porównał do dmuchania balonika. Jeśli założymy, że powietrze, którym nadmuchujemy balonik, to zdobywana wiedza, a powierzchnia balonika jest tym, czego jeszcze nie wiemy, wówczas rodzą się ciekawe wnioski. Pewną prawidłowością staje się następujący fakt: im więcej wiedzy (mądrości) zdobywamy, tym bardziej świadomi jesteśmy naszej niewiedzy. Każdy powinien stanąć przed sobą w pokorze, uznając, że wiele się jeszcze może nauczyć. Pycha, która jest przeciwieństwem pokory, szybko może doprowadzić do utraty nabytej mądrości. Jeśli człowiek powie, że już wszystko wie, że jest mądry, natychmiast traci swoją mądrość. Każdy powinien pamiętać, że mądrość to wielki dar i człowiek musi podchodzić do niego z pokorą.
 
Po drugie, człowiek ma się uczyć na własnych błędach. Ten, kto na serio podchodzi do zdobywania mądrości, robi wszystko, by nie popełnić w życiu drugi raz tego samego błędu. Można śmiało stwierdzić, że własne błędy bardzo nas bolą i często płacimy za nie wysoką cenę, ale wiele mogą nas nauczyć. Kiedy kierowca przekraczający prędkość otrzyma wysoki mandat, wówczas stara się kierować samochodem zgodnie z przepisami ruchu drogowego. Mniej bolesne i łatwiejsze jest uczenie się na cudzych błędach. Może ono jednak być równie cennym źródłem nabierania życiowej mądrości. W życiu codziennym można spotkać wiele takich przykładów, które zwyczajnie trzeba przemyśleć, wyciągając właściwe wnioski, aby w przyszłości nauczyć się prawidłowej i mądrej reakcji na podobną sytuację.
 
Trzecim sposobem nabywania mądrości jest szukanie mądrych ludzi. Mądrość przelewa się z  serca do serca niczym w połączonych naczyniach. Jeśli prosimy człowieka mądrego o radę, to wiele z jego mądrości, często nieświadomie, przelewa się do naszego serca. Przypomina mi się kolejne przysłowie: „Kto z kim przystaje, takim się staje”. Ten sposób zdobywania mądrości rodzi potrzebę zadawania mądrych pytań. Niewielu nauczycieli akademickich, których miałem przyjemność słuchać, decydowało się na prowadzenie wykładów na sposób seminaryjny, a więc przekazywanie wiedzy nie w suchym wykładzie, ale odpowiadając na pytania studentów. Jeden z przedmiotów był prowadzony wyjątkowo. Pamiętam, że nasz profesor, który wykładał prawo kanoniczne, wymuszał na nas pytania. Stosował przy tym swoisty szantaż, a mianowicie mówił:
„Jeśli nie będziecie pytać, to ja was będę przepytywał”. Ileż pytań rodziło się wówczas w naszych umysłach. Nie zawsze jednak możemy przebywać w towarzystwie człowieka, którego można nazwać mistrzem. Wówczas pozostaje tradycyjne spotkanie z mądrością zawartą w książce. Ksiądz profesor Edward Staniek, którego uważam za mojego mistrza z lat kleryckich, stwierdził kiedyś, że spotkanie z dobrą książką to spotkanie z mądrym człowiekiem. Pierwsi chrześcijanie wyznawali zasadę:
„Staraj się codziennie spotkać z człowiekiem sprawiedliwym”. Czy to będzie spotkanie twarzą w twarz, czy też spotkanie z jego słowem pisanym, warto szukać mądrości właśnie w ten sposób.
 
Jako ludzie wierzący nie możemy jednak zapomnieć, że mądrość to dar od Boga. Dlatego podstawowym sposobem nabywania mądrości jest spotkanie z Bogiem (modlitwa) i Jego słowem (czytanie Pisma Świętego). Poświęcenie konkretnego czasu na modlitwę o dar mądrości na pewno, prędzej czy później, przyniesie upragniony skutek. W darze mądrości Bóg może człowiekowi uczynić wiele dobra. Ważne jest, aby modlitwa połączona była z pewnym wysiłkiem ze strony człowieka. Prosząc o duchowe dary, musimy być zawsze gotowi na współpracę z Bogiem. Jako katolicki kapłan, którego jednym z darów jest nauczanie, często doświadczam chwil, kiedy wydaje się, że więcej się uczę niż nauczam. I tak powinno być, bo wiem, komu służę. W wyszukiwarce internetowej wpisałem ostatnio słowa zawarte w tytule niniejszego artykułu: „Być uczniem”. W przeważającej liczbie odpowiedzi były one dopełnione słowem:
„Chrystusa” albo „Jezusa”. Być uczniem Chrystusa. Co zrobić, by nim pozostać?
 
ks. Sławomir Kołata
 
 



Pełna wersja katolik.pl