logo
Sobota, 04 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Benedykta, Izodora, Wacława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Rafał Sulikowski
Być jak Jezus. Kod świętości
materiał własny


Kościół w swojej historii kanonizował ponad 2 tysiące ludzi, których nazywamy „świętymi”. Pierwsza chronologicznie święta to Anna, babcia Jezusa Chrystusa. Pokolenie jedno później to święty Józef i Jego Oblubienica, Najświętsza Maryja Panna. W kalendarzu liturgicznym codziennie wspominamy jakiegoś świętego. Rok 2017, oprócz 100-lecia objawień fatimskich, to rok Brata Alberta, którego mottem przewodnim życia było zdanie: „Być dobrym jak chleb”. Potrafił zrezygnować z dobrze zapowiadającej się kariery artystycznej (był malarzem), przekreślić – w sensie pozytywnym – samego siebie i pójść na dno społeczne, żeby rozdawać chleb duchowy i chleb codzienny.

Pojęcie świętości

 
Co tedy łączy wszystkich świętych, błogosławionych i sługi Boże, którzy zazwyczaj nie spotykali się nazwajem za życia ziemskiego (wyjątek stanowią choćby historia świętej Klary i świętego Franciszka), nie mieli okazji porozmawiać? Co stanowi o wyjątkowości osób wynoszonych na ołtarze w różnych miejscach i czasach? Pojęcie świętości ewoluowało, co pokażę niżej, lecz to, co łączy wszystkich świętych uznanych przez Watykan i cały Kościół, jest jednym: całkowita, posunięta (w przypadku Siostry Faustyny) aż po granice heroizmu, ufność w miłosierdzie Boże, które unicestwia każdy grzech i wszystkim przebacza. Nastawienie na wolę Boga w miejsce swojej własnej, słabej, choć dobrej woli – to papierek lakmusowy świętego. Oczywiście, ważne są znaki, po których rozpoznaje się czy zmarły albo zmarła są święci, cuda i uzdrowienia, objawienia i przesłania. Lecz to nie jest istotne, ponieważ święci swoim przykładem, znoszonym cierpliwie, nieraz długie lata, cierpieniem, chcą nam coś przekazać: oto w jednym zdaniu Siostra Faustyna podsumowuje, czym jest szczęście w Bogu. Dusze, która widziała w niebie, powiedziały jej, że „o tyle są szczęśliwe, o ile spełniały wolę Boga. Już dla Abrahama wiara to całkowite zdanie się na Boga we wszystkim, nawet w tym, w czym człowiek sądzi, że jest mocny i sobie sam poradzi. Również inni prorocy Starego Testamentu, w tym Mojżesz, podają zasady, jeszcze mocno prawne, jak żyć dobrze, żeby nie żałować na końcu drogi ziemskiej niczego: przestrzeganie Dekalogu jest podstawą, także życia duchowego w chrześcijaństwie, od tego zaczyna się szukanie i odnajdywanie woli Boga.

Szukać woli Boga
 
Każda święta i każdy święty umieli zrezygnować (w skrajnych momentach z życia, jak Święty Maksymilian Kolbe w obozie koncentracyjnym) z własnych planów, pomysłów na życie, umieli zrezygnować z budowy 'domu spokojnej młodości' i radykalnie postawili Boga na pierwszym miejscu. Umieli szukać woli Bożej w codzienności, w pracy, modlitwie, odpoczynku, a nawet we śnie. Biblia uczy, jak żyć, aby osiągnąć życie wieczne, szczęście bez miary i bez końca. Również Nowy Testament w osobie Jezusa ukazuje, jak żyć, aby podobać się Ojcu: „Nie przyszedłem pełnić swojej woli, lecz wolę Ojca, który mnie posłał”. Wielokrotnie w różnych miejscach Nowego Testamentu widać, jak Jezus wypełnia wolę Boga, i rezygnuje z własnej, choć przecież dobrej woli. Inaczej mówiąc, święci świadomie i dobrowolnie umieją oddać wszystko, całych siebie Maryi, a przez Jej ręce Ojcu Przedwiecznemu. Nie szukają własnej chwały ani sławy, lecz pragną wszystkich pociągnąć do Boga, aby „wypełniły się pisma”. Jezus i Maryja to najdoskonalsze przykłady szukania, odczytywania i spełniania woli Bożej. Różne inne znaki, często opisywane w dawnej hagiografii, są ważne, ale tylko w kontekście prawdziwej ascezy i prawdziwego heroizmu, jaki był udziałem wielu dawnych świętych aż po męczeństwo za wiarę, szczególnie w początkach chrześcijaństwa.
 
Jak zatem znaleźć wolę Boga? Odpowiedź jest prosta, ale niełatwa dla nas, ludzi początku nowego milenium: trzeba najpierw w ciemno, niejako po omacku zaufać, że Bóg istnieje, że jest nieśmiertelny, i że ma wobec każdego i każdej z nas plan dla lepszego życia. Wolę Boga podaje w sposób negatywny Dekalog, który Jezus streszcza w słowach: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całej mocy i ze wszystkich sił, a bliźniego swego, jak siebie samego”. Pod koniec ziemskiej misji Jezus powtarza jeszcze raz: „Oto przykazanie nowe daję wam, żebyście się wzajemnie miłowali, jak ja was umiłowałem”. W tym zasadniczo streszcza się podstawowa, ogólna – rzec można – wola Boża dla każdego chrześcijanina, a nawet ludzi innych wyznań i wiar. Każdy w swojej tradycji może dostąpić zbawienia, jeśli wiernie przestrzega zasad swojej tradycji. Niebo jest otwarte na oścież. Kto chce dostąpić zbawienia ludzkimi środkami, zawiedzie się: zbawienie jest łaską, darem darmo danym, i nie można go nabyć za żadną cenę.

Wiara, nadzieja i miłość
Niegdyś świętość była niejako „zarezerwowana” dla wysoko urodzonych, ludzi ze stanu duchownego, dziś – dostępna dla wszystkich ludzi dobrej woli. Początkowo świętość oznaczała całkowite zerwanie z doczesnym światem, zamknięcie się w celi, surowe posty i asceza, umartwienia i tak dalej. Mało ludzi aż do czasów współczesnych wierzyło, że też mogą stać się świętymi – nikt nie rodzi się świętym. Dziś już nie potrzeba – choć i tak bywa – męczeństwa krwi ani nawet wysokiego, graniczącego z heroizmem zapomnienia o sobie, choć nadal na ołtarze wynosi się osoby odznaczające się „heroicznością cnót”. Trzy podstawowe cnoty kardynalne – wiara, nadzieja i miłość – były i są podstawą rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, ale dziś większy nacisk kładzie się na codzienne cierpienie, czasem „męczeństwo serca”, a przede wszystkim bada się, czy kandydat na świętego szukał heroicznie Boga i Jego woli. Liczy się więc posłuszeństwo ( za wyjątkiem, gdy ktoś kogoś namawia do grzechu), umiarkowanie, dary Ducha świętego, niekoniecznie nadzwyczajne charyzmaty i znaki z nieba. Jednak znaleźć wolę Bożą jest trudno, bo najpierw trzeba uwierzyć, że w ogóle istnieje Bóg, a to dziś łatwe nie jest.

Oprócz Dekalogu, Kościół sformułował 5 przykazań kościelnych, uczynki miłosierne dla duszy i ciała, spowiedź, czytanie Biblii, modlitwa, na które otrzymuje się czasem poznanie woli Bożej. Nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie szukania woli Bożej, może to zrobić każdy, od najmłodszego do najstarszego człowieka na Ziemi. Bóg objawia swą wolę wewnętrznie (jak u Faustyny), albo zewnętrznie – nadzwyczajnie (objawienia) lub raczej częściej zwyczajnie: przez wydarzenia, okoliczności, porady innych osób, przez niepowodzenia, straty, cierpienie, choć trzeba mocno podkreślić, że cierpienie nie jest ostatecznym przeznaczeniem człowieka. Każdy człowiek, jeśli wszedł na drogę świętości, narażony bywa na pokusy, walki duchowe, cierpienia wewnętrzne i zewnętrzne, na niezrozumienie, nawet najbliższych, którzy często „pukają się w głowę”, tak jakby postanowienie o zostaniu świętym było wstydem albo jakąś ujmą na honorze.

Święci żyją i dziś 
 
Święci żyli na świecie, jeszcze przed Chrystusem. Jednak dopiero Jezus wyraźnie podkreśla, że jeśli kto chce, może zrezygnować z bycia panem swego życia, zwłaszcza jeśli przyszły święty ma jakąś szczególną misję do spełnienia, która po ludzku jest niemożliwa do zrealizowania. Święci i dziś żyją, czasem mijamy ich na ulicy, w pracy, mieszkają dom dalej, a nawet za ścianą. Nie warto wstydzić się celu ostatecznego, choćby kosztowałoby to oddanie życia, którym jest chwała niebieska i zjednoczenie z Bogiem, który jest „bogaty w miłosierdzie”. I przyszłe pokolenia również wydadzą świętych, którzy przejdą przez życie „czyniąc wszystkim dobrze” i unikając tego, co ma choćby pozór zła.
 
Rafał Sulikowski

 
fot. Luis Llerena | Unsplash (cc) 
 
 



Pełna wersja katolik.pl