logo
Poniedziałek, 09 grudnia 2019 r.
imieniny:
Anety, Leokadii, Wiesława, Walerii, Piotra – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Adam Dylus
(Do)wolność?
Gazeta Świecka


Eksperyment z udziałem dzieci

Już dość dawno temu (podczas moich studiów teologicznych) miałem okazję "liznąć" trochę zagadnień związanych z psychologią i antropologią. W trakcie pewnego wykładu nasz profesor zaprezentował nam bardzo ciekawe doświadczenie wykonane przez uczonych w jakimś kraju (niestety, studia odbyłem już dość dawno, więc i nazwa kraju, i nazwiska uczonych zdążyły już wyparować z mojej pamięci).

Doświadczenie o jakim mówił nam wykładowca polegało na poddaniu próbie grupki małych dzieci. W jednym przypadku maluchy postawiono na otwartej przestrzeni pozwalając im bawić się dowolnie i korzystać z całego terenu jaki był do dyspozycji. Uczeni przeprowadzający eksperyment byli jednak zaskoczeni faktem, że dzieci wcale nie kwapiły się do baraszkowania na całej przestrzeni, lecz raczej skupiły się blisko środka placu, w dodatku pozostając dość blisko siebie.
Nieco inaczej przebiegała druga próba: tym razem bowiem teren eksperymentu ogrodzono. Naukowcy ze zdziwieniem zauważyli, że te same dzieci, które wcześniej nie chciały się ruszyć z miejsca w celu zbadania terenu, tym razem bez oporów chodziły i biegały po całej ogrodzonej przestrzeni, poznając każdy zakamarek zamkniętego terenu.

Pozwoliłem sobie przytoczyć w/w przykład, ponieważ doskonale koresponduje on z myślą przewodnią obecnego wydania naszej Gazety. Być może bowiem należało by się zastanowić nad współczesnym sensem i rozumieniem pojęcia "wolność". Czy rzeczywiście może nią być całkowicie swobodne, niepodlegające żadnym regułom, "wyrażanie siebie"? A jeśli są jakieś granice, czy nie stanowią one zamachu na dobro jednostki?

Eksperyment na dzieciach

Przypominają mi się w tym kontekście przykłady moich znajomych, którzy przeżyli ostry kryzys w swoich związkach małżeńskich.
W pierwszym przypadku, od samego początku małżeństwa, mąż i żona bardzo wyraźnie i stanowczo domagali się od siebie określonych obowiązków i zachowań w różnych dziedzinach życia (w tym również w sferze seksualnej). Kiedy te swoiste "transakcje handlowe" nie były realizowane przez jedną czy drugą stronę, dochodziło do coraz częstszego "iskrzenia" w ich związku, co zresztą bardzo szybko doprowadziło do zdrady, a później do rozpadu więzi małżeńskich i niebywałego cierpienia czwórki dzieci pochodzących z tego małżeństwa.

Co ciekawe, jak najszybsze rozwiązanie węzła małżeńskiego sugerowane dla tej pary przez psychologów i znajomych, które miało umożliwić "realizację samych siebie", swoich inspiracji i planów zarówno dla kobiety jak i mężczyzny, nie spowodowało "uwolnienia" ich od problemów. Okazało się bowiem, że przede wszystkim żona wchodzi od tego czasu w coraz to nowe, przelotne związki, komplikując zarówno swoje życie, jak i (przy okazji) przekreślając możliwość pozytywnego startu życiowego dla dzieci będących nie tylko świadkami całego bałaganu i wojny małżeńskiej, ale czasami będących zakładnikami jednej czy drugiej strony.

Eksperyment na sobie

Drugi przypadek, o którym warto powiedzieć w kontekście dzisiejszego tematu, odnosi się do mojego znajomego z prawie 20-letnim stażem małżeńskim.

Ten człowiek na pewnym etapie swojego życia osiągnął niebywały sukces zawodowy i związaną z tym nobilitację społeczną. Bardzo szybko awansował i po "chudych latach" wreszcie osiągnął nie tylko stabilizację, ale wręcz pomyślność finansową. Co ciekawe, w tym czasie, ten, wówczas młody człowiek, zaczął coraz poważniej myśleć o jakimś romansie. Poczynił nawet w tym celu pewne kroki, starając się uwieść pewną młodą kobietę, zaczął też snuć coraz bardziej konkretne plany o wspólnym życiu z nową towarzyszką.
Podczas pewnego spotkania modlitewnego mój znajomy poczuł jednak bardzo wyraźnie, że jego postępowanie jest grzechem i z całą pokorą przyznał się do swoich wykroczeń żonie, natychmiast radykalnie zmieniając swoją postawę również wobec młodej kobiety, o którą wcześniej zabiegał.

Eksperyment szatana

Kiedy patrzę dzisiaj na jeden i drugi związek opisany powyżej (choć powiela się to również w innych przypadkach), dostrzegam dość ciekawą prawidłowość.

Okazuje się bowiem, że szczęście nie jest uzależnione od swoiście pojmowanej "wolności". Wydaje się raczej, że proponowaną przez współczesnych psychologów i psychoterapeutów "wolność" trzeba by raczej nazwać "dowolnością" a może raczej bardziej celnie: "samowolą". Takie pojmowanie "wolności" nie gwarantuje szczęścia, powoduje raczej, że życie człowieka może staje się pasmem cierpień.

Inaczej ma się sprawa z naszym funkcjonowaniem w ramach wolności, jaką oferuje Bóg. Owszem (wracając do porównania przedstawionego na początku artykułu), wolność Boża jest zawarta w pewnych ramach (przykazań itp.). Jednak to właśnie postępowanie w świetle tych bezpiecznych i stałych zasad przynosi człowiekowi znacznie więcej szczęścia, niż pojawiające się wciąż nowe teorie psychologiczne, które po latach okazują się jednym wielkim błędem...

Wpadać na miny

Może wielu czytelników uzna mnie za człowieka niedzisiejszego i staromodnego, może wielu zarzuci mi asekuranctwo lub wręcz wygodnictwo, ale przyznam szczerze, że wolę stąpać po znanych i bezpiecznych ścieżkach wyznaczonych przez Boga, niż raz po raz wpadać na miny zastawione przez współczesne trendy psychologiczne, często wypływające z podszeptów szatana.

Adam Dylus

 
 



Pełna wersja katolik.pl